niedziela 3 marca 2024     Kunegunda, Maryna, Tycjan
eGorzowska - internetowy dziennik Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej
szukaj    szukaj szukaj
« powrót
Dziecko wojny - nietypowy starzec (2)
eGorzowska - 11518_cx53RW4HRYqkSMT0Q0q.jpg

Ciąg dalszy rozmowy a artystą plastykiem Jerzym Gąsiorkiem.

Część pierwszą przeczytasz tu:
https://www.egorzowska.pl/pokaz,kultura,11517,

Zastanawiałeś się może, że ten świat, w którym wzrastasz, nie jest taki, jaki byś chciał, że on nie pasuje do ciebie?

- Wtedy w dzieciństwie? Skądże. Nie znałem innego świata. Wychowywałem się w takim środowisku. Byłem w małym miasteczku w Odolanowie, ale w ogóle nie umiałem sobie wyobrazić, że jest jakiś inny. Brat starszy, matka, na pewno przeżywali okres wojny, ale ja nic nie wiedziałem. Nie znałem innego świata.

Kiedy po raz pierwszy uświadomiłeś sobie, że jednak istnieje?
- To chyba już w Słupsku, w szkole średniej. A zacząłem chodzić do podstawówki w Granowcu jak miałem sześć lat, od września 1947 do marca 1948 r. W związku z tym, że ojciec był na tzw. ziemiach odzyskanych, myśmy dołączyli do niego właśnie w marcu 1948. Już był na świecie najmłodszy brat Zygmunt. Ale wcześniej jeszcze chodziłem rok do szkoły w Karwicach. To dziewięć kilometrów przed Sławnem. Tam skończyłem pierwszą klasę i do drugiej chodziłem prawie dwa kilometry do Słowina.

Chodziłem, to ważne słowo.
- Kto by tam myślał o podwożeniu. Sami szliśmy i zimą żeśmy się tarzali w zaspach, w śniegu. Tam się też topiłem w stawie. Załamał się pode mną lód, ale na szczęście, staw nie był głęboki. Sam się wydostałem i zabrali mnie jacyś ludzie do siebie do domu. Suszyli przy piecu, bo byłem cały mokry. Kolega Bogdan Kazimierczak musiał wrócić – przecież nie było wtedy żadnych telefonów – i zawiadomić rodziców. Tata przyjechał w śniegu rowerem. Posadził mnie na ramę. Nic nie mówił. Jak przyjechałem do domu, sprawił mi takie lanie, że do dziś pamiętam. Mało tego. Mama się do tego dołączyła, bo dwa dni wcześniej skąpałem się w naszym karwickim lesie i przyrzekałem, że nie będę wchodził na lód.

Niepokorny byłeś czy taki ciekawski świata?

- Boże, ja byłem wywijas. Nie mam przecież pół palca. Dlaczego? Było lato, pani nauczycielka jechała do Słowina rowerem, a ja byłem w kaloszach i chciałem ją zatrzymać. Stopa dostała się między łańcuch i zębatkę i urwało mi kawałek palca.

Miałeś wtedy lat…

- Siedem i pół. I jestem taki mały kaleka, ale to mi nie przeszkadza. A wtedy po raz pierwszy znalazłem się w Sławnie w szpitalu. Jeszcze tam nie mieszkaliśmy. Ale coś się źle goiło i pierwszy raz byłem poza domem.

Szpital w tamtych czasach to nie to samo, co dziś…

- Ale wszystko mnie tam interesowało, wszystko było dla mnie ciekawe. Pamiętam, były jeszcze te siostry z karnetami na głowach. Nie było tam jakichś oddziałów dla dzieci. Położyli mnie gdzieś i niedaleko była kostnica. Co dziwne, wtedy otwarta. Pamiętam, że wciąż tam chodziłem, zaglądałem, oglądałem te trupy, a wieczorem musiałem wrócić. I był taki moment, że zostałem sam w pokoju. Boże, jak ja się bałem, aż przytuliłem się do jakiegoś faceta, który był ze mną w pokoju. Ale wiesz, mnie ta kostnica frapowała.

Kiedy to było?

- Jakoś chyba latem, bo jesienią przeprowadziliśmy się do Sławna. Mieszkałem na ulicy Słonecznej. Piękny dom, bliźniak, a jak umarł Stalin w 1953, natychmiast zmieniono nazwę na 8 Marca.

W Sławnie czekała na ciebie szkoła.

- Przepiękna, wybudowana w latach 30. Z licowanej cegły, z przestronnymi korytarzami. Tam chodziłem do siódmej klasy, bo wtedy było siedem klas. I to był najpiękniejszy czas. I w Sławnie zostałem ministrantem. Wcześniej brat był. I to mi się strasznie podobało. Byli tam franciszkanie, ale na czarno ubrani, tacy mądrzy dwaj braciszkowie. Wiele się działo. Ja chętnie biegałem tam rano, choć był kawałek drogi i jakoś się „ożeniłem” z nimi.

Pociągała cię atmosfera, misterium czy może wiara? Miałeś już jej świadomość?
- Nie, nie, rytuały mi się podobały. Fajnie było służyć do mszy. Najpierw gdzieś na końcu rzędu, bo ministrantów było dużo, a potem się awansowało i ta radość, że się w pierwszej parze służy do mszy. Wszystko robiłem. I brałem udział w ich misteriach. Zawsze była szopka. Raz byłem pastuszkiem, raz królem na czarno usmarowanym. Mam gdzieś zdjęcia. Boże, jakie to wszystko było piękne. Ostatnio piszę w wierszu o nabożeństwach majowych, że jest taki duży rynek, słonecznie – bo to maj – i nagle się wbiegało do zimnej fary. Ale to było fajne. No i ja wtedy nic nie wiedziałem o tym innym świecie. Rodzice byli prości, ojciec palił papierosy i czytał gazetę, słuchał w radiu jednej fali, Matysiaków, a ja nawet nie wiedziałem, że jest ogólniak.

Ale zdecydowałeś się potem na wstąpienie do seminarium.
- Do niższego seminarium, bo one wtedy były bardzo modne. Księża mówili, że mógłbym tam iść. Było w pobliżu w Słupsku. Chociaż pierwszy rok był we Wschowie. To dopiero było.

Szkoła życia?
- No tak. Rygor okropny, bili po gębie, ale ja się nie buntowałem. Sądziłem, że tak musi być. Ale potem w Słupsku był bardzo mądry otwarty dyrektor Ferensowicz – później długi czas w Gorzowie jako emeryt rezydent na Żeromskiego – taki po szkole lwowskiej, zupełnie inny dyrektor niż ten we Wschowie. Otwarty, prowadził nas do teatru, a latem codziennie mieliśmy wycieczki nad Słupię.

Żyłeś w świecie duchowym.

- No tak, choć w zasadzie to seminarium nie bardzo się różniło od liceum świeckiego, tyle że mieszkaliśmy tam na miejscu, a rano zawsze była msza. W nauczaniu przedmioty normalne, jak w liceum, ale chyba większy poziom w przedmiotach humanistycznych. Byliśmy wszyscy zafascynowani panią – madame na nią mówiliśmy – Janiną Pilarską, która po studiach poznańskich uczyła łaciny i francuskiego, pięknie grała na fortepianie.

Do Gorzowa trafiłeś po seminarium w Paradyżu?

- Tak, byłem tam tylko rok. W 1960 przyjechałem do Gorzowa, by zrobić świecką maturę i aby uniknąć wojska poszedłem do Studium Nauczycielskiego. W 1963 skończyłem je i od razu zacząłem pracę w Budowlance. Najpierw jako wychowawca internatu. Tak sobie myślę, że dziś nauczyciele narzekają, bo mają 18 godzin etatu. Ja miałem 42 godziny. Mieszkałem w internacie w pokoiku, byłem niewiele starszy od tamtych ludzi i miałem fajny z nimi kontakt. Ale równocześnie, bo to była szkoła przyzakładowa, dali mi jakieś przedmioty z historią związane – nawet język polski, ale taki poziom, że sobie radziłem. A potem w Technikum Architektonicznym był przedmiot architektura, a ja historyk, pasjonat sztuki, więc sam się wiele uczyłem. I bardzo dużo zawdzięczam dyrektorowi szkoły Gromcowi. Trochę się najpierw buntowałem, dlaczego ja, ale potem byłem bardzo zadowolony i na świeżo przekazywałem uczniom wiedzę, do której sam dochodziłem.

Chwilę wcześniej poznałeś Mieczysława Rzeszewskiego…

- Tak, w Studium Nauczycielskim. Prowadził zajęcia z plastyki.

Zaprzyjaźniliście się?

- Wtedy jeszcze nie, bo on był panem profesorem, a potem jeszcze trzy lata po mnie miał jakieś zajęcia w SN i Liceum Pedagogicznym, które było obok, tam gdzie dzisiaj jest IV Liceum. On miał zajęcia tu i tu. Pięknie opowiadał o Modiglianim. Wtedy zacząłem zgłębiać literaturę.

To on otworzył ci głowę na malarstwo?

- Tak, tak, bo ja wtedy niewiele umiałem. Ale jeszcze w Słupsku – było nas wtedy na tych dwóch latach około 40 w seminarium – zawsze na imieniny Józefa Ferensowicza robiłem laurki. Mam je do dziś. Takie realistyczne róże malowałem. Patrzę na to z uśmiechem, ale zawsze to ja je robiłem. Potem wszyscy się na nich podpisywaliśmy.

Bakcyla artystycznego poczułeś w Gorzowie czy wcześniej?
- Tak, tak tu. Nie wcześniej. O szkole plastycznej nawet nie wiedziałem, nie myślałem, byłem w seminarium, a że trochę rysowałem, to mnie zatrudniano do takich rzeczy. W październiku czy listopadzie jest św. Tomasza z Akwinu i zawsze była akademia. Robiłem jakieś dekoracje. Dzisiaj bym się ich wstydził, ale wtedy, to kto miał robić?

Jaki był twój pierwszy kontakt z Hasiorem? Kiedy go odkryłeś dla siebie?
- Będąc na SN-ie już coś wiedziałem. Robert Rauschenberg, Marcel Duchamp – coś nam Rzeszewski mówił, że są takie nowe formy, to próbowałem. O Hasiorze pierwszy raz przeczytałem w „Przekroju” w 1961 roku. „Obiecujący, młody, zakopiański artysta” – pamiętam to. W swetrze. Fajny. A potem od razu pojawiła się książka Banacha „Hasior” – piękna.

Za dwa złote ją kupiłeś?

- Tak. To były lata 60. I ja już robiłem pierwsze próby. On w 1956 chyba kończył akademię, a pierwszy raz napisałem do niego już jak byłem w Gorzowie i stworzyłem Galerię Oficyna, w budynku naprzeciw muzeum. To był pierwszy w Gorzowie salon wystawienniczy sztuki współczesnej. I wtedy chyba napisałem do niego z propozycją wystawy. Ja zakochany w nim i on – wyobraź sobie – mnie olał i nie odpisał. Tak to przeżyłem.

Ile czasu czekałeś na reakcję?

- Nie wiem. Potem pojechałem do Zakopanego, chyba prywatnie. On wtedy jeszcze mieszkał w dawnym internacie naprzeciw dworca, chyba Jagiellońska 3. Przed tym stała jego rzeźba „Sebastian”. Pamiętam jej wypalone wnętrze. Na podwórzu była szopa i widziałem tam prace Hasiora, pukałem do drzwi, ale nikt mi nie otworzył. Później się dowiedziałem, że był gdzieś za granicą. Ale pamiętam, jak dotykałem jego dzieła, miałem takie dziwne uczucie. Ale tak się dzieje, kiedy ktoś jest twoim idolem.

Czyli drugi raz też się nie udało i…

- Dopiero w 1982, gdy powstało BWA. Ono podlegało CBWA, czyli Centralnemu Biuru Wystaw Artystycznych w Zachęcie. Myśmy byli takimi filiami i mieliśmy przynajmniej raz do roku zjazdy, na których spotykali się ludzie. W Koszalinie dyrektorem był Kabaciński – on już nie żyje. Hasior wtedy realizował tam słynne Ptaki. Robił to na koronie stadionu. I Kabaciński mówi do mnie: „Słuchaj, jest w Koszalinie Hasior, przyjedź”. I przyjechałem, i on mnie zapoznał. Pamiętam jak Hasior na tejże koronie stadionu klęczał, był w dwóch różnych butach i jak mnie kolega przedstawił, on powiedział: „Aaaa, to pan…” – jakby sobie mnie przypomniał.

Czekałeś trochę, ale dopiąłeś swego.

- Tyle się nim fascynowałem i wtedy on mnie zaprosił – szkoda, że nie pamiętam, jaka to była kawiarnia czy restauracja i nie wiem, czy to był obiad. Ale od razu zaproponował mi przejście na „ty”. Zamówił po pięćdziesiątce… A ja abstynent.

Wypiłeś?

- Wypiłem. No jak? Z Hasiorem nie wypić?

A wcześniej ci się zdarzyło?

- Próbowałem, ale mnie zawsze odrzucało. Na ślubie wypiłem chyba lampkę wina. Ale z Hasiorem wypiłem wódkę i się zaczęła współpraca. W następnym roku zrobiłem pierwszą wystawę, a za 10 lat drugą.

Cdn.
Rozmawiała Hanna Kaup
Foto Hanna Kaup


15 kwietnia 2022 19:32, Hanna Kaup
« powrót
Dodaj komentarz:

Twoje imię:
 
Komentarze:


Gąsior... Wspaniała Osobowość. Cichy, skromny, zdystansowany, ale zawsze uczestniczący. Mam zaszczyt być witanym przyjaźnie. Oby jak najdłużej.
Andrzej Trzaskowski, 18.04.2022, 07:15, 79.163.202.172 ##

j.w.
Z.M.P.
Anonim_6328, 18.04.2022, 19:55, 89.228.144.173 ##

Pan Gąsiorek jest jednym z najbardziej zacnych, mądrych i obiektywnych ludzi w Gorzowie. Jest wporzo. Jakleśniczy z Bogdañca, bo picerzy z polityki to porażka, dla miasta tak sp....rzonego ich wysiłkim.
Wyłaczyłem RTv, 18.04.2022, 20:03, 84.196.135.36 ##

Serwis www.egorzowska.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłączną własnością ich autorów.

Uwaga taksówkarze
Komunikat dotyczący ważności licencji na wykonywanie krajowego transportu drogowego w zakresie przewozu osób taksówką, samochodem osobowym, pojazdem samochodowym przeznaczonym konstrukcyjnie ... <czytaj dalej>
Smutny obraz infrastruktury transportowej północy województwa
Publikujemy fragmenty nadesłanego Stanowiska Zarządu Lubuskiej Organizacji Pracodawców z dnia 30.01.2024 r. w sprawie aktualizacji Strategii Rozwoju Województwa Lubuskiego 2030. Niestety, ... <czytaj dalej>
Ważne konsultacje. Kto pierwszy, ten lepszy
Konsultacje w sprawie Krajowego Systemu e-Faktur. Ministerstwo Finansów przedstawia harmonogram konsultacji w sprawie rozwiązań prawnych i funkcjonalności Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF). Konsultacje ... <czytaj dalej>
Do wzięcia niemal 40 mln euro
Północ Lubuskiego sięga po unijne wsparcie. Stawką jest blisko 40 mln euro. - To ostatnie spotkanie z cyklu, ale... ostatni będą ... <czytaj dalej>
Przeglądaj cały katalog lub dodaj swoją firmę
Kaźmierczak Roman Pracownia Złotnicza

ul. Sikorskiego 16, Gorzów Wlkp.
tel. 95 720 27 81
branża: Jubilerstwo - detal <czytaj dalej>
"QL" Solarium

ul. Bolesława Chrobrego 29, Gorzów Wlkp.
tel. 95 736 60 60
branża: Solaria <czytaj dalej>

Marek Piechocki z wyróżnieniem i dyplomem za całokształt
Doroczne nagrody literackie, czyli Wawrzyny Lubuskie rozdane. Gorzowski twórca i nasz ... <czytaj dalej>
Edukacja alternatywna
Wczoraj Przemek Staroń wręczył ministrze Barbarze Nowackiej „Nie jesteś skazanx ... <czytaj dalej>
Ukryli je w żywności
KAS zatrzymała narkotyki. Były ukryte w pojemnikach z żywnością. Funkcjonariusze z ... <czytaj dalej>
Filiżanka kawy lub dwie
Czy wiesz, że filiżanka kawy może zdziałać więcej niż tylko ... <czytaj dalej>
Kalendarium eventów
« marzec 2024 »
P W Ś C P S N
    
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
dodaj: imprezy@egorzowska.pl
Mała wielka sprawa
eGorzowska - adminfoto_hanna.jpg
Hanna Kaup:
Kultura nam się opłaca
Różnie można mówić o Gorzowie i na co dzień głosów narzekania nie brakuje, ale jeśli chodzi o kulturę, nie mamy się czego wstydzić. I choć jest wielu, którzy powtarzają, że ... <czytaj dalej>
Kto zdobędzie mural dla szkoły
Murale Pamięci „Dumni z Powstańców” to ogólnopolski konkurs dla szkół <czytaj dalej>
Między strachem a wolnością
„Między strachem a wolnością”. To temat konkursu, do udziału w <czytaj dalej>

aktualnie nie ma żadnej czynnej sondy
Robisz zdjęcia? Przyślij je do nas foto@egorzowska.pl
eGorzowska - guma1.jpg
admin ego:
Nad Glommą
W ubiegłorocznym planie nie zakładaliśmy wyjazdu do Norwegii, pojawił się ... <czytaj dalej>
admin ego:
Dramat Andryki
Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” bchodzony jest 1 marca. W tym ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Filiżanka kawy lub dwie
Czy wiesz, że filiżanka kawy może zdziałać więcej niż tylko ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Wystarczą dane
Oszuści nie muszą wcale kraść portfela. Wystarczy, że zdobędą Twoje ... <czytaj dalej>
Blogujesz? Rób to lokalnie!
Wystarczy jedno kliknięcie w egoBlog
Masz problem?
Napisz do eksperta egoEkspert
Żadna sprawa nie zostanie bez odzewu. Daj znać na eGo Forum
Anonim_3739:
W PRL były sprawne połączenia wszystko było połączone i torami i pksami. To są zaniedbania jakies <czytaj dalej>
Anonim_3739:
Ale po co do Szczecina jak i myśli orzą bardzo sprawnie i szybko kursuje PKS.

Jak tam dojeżdżałem na egzaminy to w 50 minut byłem ju <czytaj dalej>
Marek z Rybakowa:
Dla Gorzowian ważniejsza jest elektryfikacja linii Krzyż - Kostrzyn i reaktywacja linii do Szczecina przez Myślibórz .Do Zielonej nie ma po co ... <czytaj dalej>
Anonim_3739:
Czy jest takie zapotrzebowanie pasażerów?
Czy tylko fani komunikacji kolejowej lobbują że by im sie takie coś marzyło?

Mieszkam <czytaj dalej>
Anonim_1513:
Nooo, rewelka!
Z.M.P. <czytaj dalej>
 
eGorzowska.pl - e-gazeta Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej