Adam Bałdych ze swoimi Muzykami. Najpierw w Filharmonii Gorzowskiej 15 listopada, później – 24 listopada w Jazz Clubie Pod Filarami. Tak więc magia muzyczna razy dwa.
Koncert w Filharmonii Gorzowskiej był częścią obchodów 80-lecia, przesiedleń Poleszuków na tereny Polski Zachodniej. Na zamówienie prezesa Towarzystwa Miłośników Polesia i Białkowa dra
Wojciecha Weryszko, Adam Bałdych skomponował cykl utworów inspirowanych pieśniami ludowymi Polesia. Kompozytor, wywodzący rodowód z tamtych stron, skorzystał z zapisanych przez swojego wuja Jana Kondarewicza nut pieśni, muzyki tańców.
„Pieśni Polesia” to w wydaniu książkowym praca magisterska wujka Janka. Publikacja zawiera kilka rozdziałów – od szkiców historycznych, przez opisy zwyczajów ludowych, strojów, po zapisy nut i słów pieśni. Praca ukazała się pod koniec lat 70. XX wieku. Książkę wydano w 2011 r. Jan Kondratowicz był muzykiem, więc potrafił, słuchając pieśni, zapisać je w postaci nut – większość tych pieśni nagrano w Białkowie. To wioska, do której wielu Poleszuków przywędrowało ze Wschodu. Z zapisem nie było łatwo, ponieważ starsze osoby „nie chciały być zamknięte w skrzynce”, jak mówiono wówczas o magnetofonie.
Tak czy inaczej Adam Bałdych stworzył na podstawie kilkunastu zapisów pieśni znakomitą całość, którą – żeby nie nadużywać przymiotników – nazywam muzyczną magią.
Wprowadza nas w takie zasłuchanie, że zapomina się o wszystkim, co było przed wejściem do sali koncertowej, zwłaszcza tym, co nie cieszy, stresuje, boli. Oddajemy się słuchaniu, przenosimy w inny wymiar. Tak miałem ja i wielu, z którymi rozmawiałem po koncercie.
Skrzypce, skrzypce renesansowe – Adam Bałdych – kompozytor, lider Zespołu. Od zawsze budził mój podziw umiejętnością budowania na tych instrumentach klimatu i narracji. A robi to różnymi technikami gry, od arco, przez pizzicato, po smorzando w legato czy staccato, czego doświadczaliśmy podczas koncertu, zarówno w adagio, jak i prestissimo.
Fortepian –
Sebastian Zawadzki – dokładny, artykulacyjnie bez zarzutu, selektywnie bez ślizgania się po klawiaturze, nienadużywający prawego pedału.
Kontrabas –
Andrzej Święs – precyzyjny w pozycjach, tempach – zachwycił w znakomicie poprowadzonym dialogu – duet z pianistą. Nie do zapomnienia!
Saksofon tenorowy –
Marek Konarski. Dopełniający miękkim dźwiękiem solówki skrzypiec Adama, świetne improwizowanie tematów bez niepotrzebnych nadużyć wysokich dźwięków. Fenomenalnymi były momenty współgrania Marka z Adamem, kiedy to saksofon powtarzał dźwięki skrzypiec, tyle że może o pół sekundy później. Niesamowity konsonans mimo opóźnienia. Takie harmoniczne współbrzmienie tworzy w odbiorcy wrażenie pełnej zgodności dwóch instrumentalistów. Więc doskonałości.
Perkusja –
Dawid Fortuna – w swoim żywiole: doskonale, zarówno w partiach wyciszonych jak i w forte; w tempach wolnych, adagiowych. Także, kiedy trzeba było, jak to mówi mój wnuk – dać czadu. Rewelacyjny!
Koncert poprzedził wykład i pokaz multimedialny pani prof.
Beaty Halickiej z Poznania na temat przesiedleń Poleszuków. Świetnie przeprowadzony. Komunikatywny, nienudzący, poszerzający naszą wiedzę o tamtym czasie, wydarzeniach.
PS
To, co usłyszałem w Filharmonii Gorzowskiej tego wieczoru, to jeden z najlepszych projektów Adama Bałdycha. Winien znaleźć swoje miejsce na nagranej płycie. Czego Wykonawcom życzę!
I magia nr dwa: Adam Bałdych European Quartet Jazz Club Pod Filarami – 23 listopada 2025 r.
Już w pierwszej minucie w klubie zobaczyłem podfilarowy fortepian pozbawiony przykrycia strunnicy, tzw. pokrywy klapy. Rzecz do tej pory niespotykana. Jak powiedział szef filarów
Bogusław Dziekański: „przyjechali zza granicy i zdjęli!” Ale owszem! Dźwięk był głębszy, miękki. To sfera działania akustyka.
Za klawiaturą fortepianu Norweg
Helge Lien, na kontrabasie Francuz
Michel Benita, na bandoneonie Włoch
Daniele di Bonaventura. Lider Adam Bałdych – skrzypce, skrzypce renesansowe.
Zagrano nowe kompozycje Lidera. W przyszłym roku ma ukazać się płyta z tym nietuzinkowym zestawem utworów „Endless” - niewyczerpanych, nieskończonych… Dobry tytuł do tej prezentacji. Bo czyż można w jakiś sposób zakończyć improwizację? Albo czyż nie można jej słuchać w nieskończoność? A co najmniej wsłuchując się w kompozycje Adama, nie odczuwać wewnętrznej potrzeby, żeby jeszcze trwało to granie? Czekać na wejścia poszczególnych instrumentów, ich improwizacje?
Zaciekawił mnie pomysł wprowadzenia bandoneonu, zazwyczaj kojarzonego z tangiem argentyńskim, Astorem Piazzollą. Bo to przecież on wprowadził na wielkie sale ten instrument skonstruowany (1854 – Heinrich Band) w założeniu, do grania w kościołach – zamiast harmonium czy inaczej – fisharmonii.
A bandoneon Pod Filarami brzmiał dobrze i bardzo gustownie, ładnie dopełniał współbrzmienie zespołu.
Całość zachwyciła. Zarówno kompozycje, jak i prezentacje poszczególnych Muzyków. To połączenie doświadczeń, wiedzy, umiejętności, opanowania instrumentów, śmiałości pokazania walorów ze swojego świata muzycznego, improwizacyjnych wejść, dało spójną całość. Pozytywny efekt poskładania doświadczeń Muzyków z różnych kręgów kulturowych, zakątków Europy w jednym wydaniu. Wciągające, budzące dobre emocje. No i jak zwykle! Było za krótko, a jeden bis nie wygasił emocji publiczności!
Z. Marek Piechocki
Foto Igor Andruch
Kliknij w wybrane zdjęcie aby powiększyć