
Gród nad Wartą założony 2 lipca 1257 roku przez Alberta de Luge funkcjonował jako Landsberg nad Wartą do 30 stycznia 1945 roku. Wtedy, po wkroczeniu do miasta Armii Czerwonej i powojennej zmianie granic, niemiecki dotychczas Landsberg stał się polskim Gorzowem, i tak w 2025 roku dobiegł osiemdziesiątki.
Dalsza wypowiedź będzie dotyczyła tegoż nowego miasta. Zdecydowałam się na nią, ponieważ żywię przekonanie, iż to, co mam do powiedzenia, zainteresuje również Czytelnika. A tym, co nazwę przedmiotem rozważań jest wydawnictwo pod nazwą "Łączą Nas Ludzie i Miejsca", które pojawia się w naszym mieście od wielu lat. Biuletyn wydawany jest staraniem grupy ludzi - wspólnoty działającej w Gorzowie na Zamościu i dotyczy naszego miasta. Tym razem okazją stał się jubileusz 80-lecia Gorzowa. Osobisty wkład w to dzieło ma
Hanna Kaup.
Magazyn jest opracowywany bardzo starannie: zawiera interesujący materiał narracyjny, ale i bogactwo graficzne, na które składają się archiwalne oraz bieżące fotografie osób i obiektów w naszym mieście pochodzące nawet z zasobów prywatnych. Omawiany numer ma podtytuł „80 lat w Gorzowie”. Obejmuje wywiady z ludźmi, którzy urodzili się równocześnie z powstaniem polskiego miasta. tj. w roku 1945. Redaktorka zadała sobie trud skontaktowania się z długoletnią kierowniczką Urzędu Stanu Cywilnego Mirosławą Winnicką, od której otrzymała podstawowe dane (co niewątpliwie podnosi wagę artykułów w oglądzie historycznym). Za tym poszedł dalszy trud: poszukiwanie bohaterów, przekonanie ich do udzielenia wywiadów i opracowanie zebranych materiałów.
Bohaterami numeru stali się:
Krystyna Dzyga-Walkowiak, Leszek Pieczyński, Danuta Maria Łojek, Waldemar Pendelski, Wiktoria Wasylów, Bogdan Małek i Krystyna Koszal, wszyscy dotąd mieszkają w Gorzowie i zechcieli opowiedzieć o swoim życiu. Dodać warto, że nie są to tzw. celebryci, lecz zwyczajni ludzie i ich życie z pozoru niby proste, a faktycznie niezwykle fascynujące. Zwłaszcza ostatni wywiad z Krystyną Koszal pokazuje trud i problemy szarej żmudnej codzienności bez fajerwerków; ot po prostu "Świadectwo prostego życia" jak słusznie głosi tytuł nadany przez red. Hannę Kaup.
Co ich łączy? Jak zostało powiedziane - czas przyjścia na świat. Ale także - dorastania, kształcenia się, podejmowania pracy zawodowej i społecznej... . A te okoliczności odkrywają przed czytelnikiem nie tylko życie ludzi, lecz także pewne klimaty czasów i zdarzeń historycznych. Redaktorka, przeprowadzając wywiady, gromadzi też fakty oraz obiekty, wśród których jej bohaterowie żyją. Czyni to bardzo starannie, co powoduje, iż poznajemy detale życia codziennego, jak sposób zaopatrywania się w żywność, poziom życia, skala dostatku, niezaspokojone potrzeby, zainteresowania i dążenia na przyszłość.
Na przykład zauważmy: wszyscy udzielający wywiadu (a więc ci z 1945 roku) przyszli na świat, wydali swój pierwszy głos w domach rodzinnych, w obecności akuszerek i rodziny. Dzieci dorastały w klimacie uczestniczenia w życiu całej rodziny. To wiązało się z licznymi obowiązkami jak: opiekowanie się młodszymi, rodzącymi się, czy nieporadnymi już dziadkami albo udział w pracach polowych i gospodarskich, uczyło i kształciło ich po prostu życie, co przyjmowano jako naturalny bieg rzeczy.
Zabawek nie było, jeśli już to trzeba je było samodzielnie wymyślić i stworzyć. Położenie miasta umożliwiało różne rozrywki, jak np. opowiada Bogdan Małek, zjeżdżanie sankami w parku Siemiradzkiego od wieży ciśnień aż do ulicy Drzymały. „- A dzieciakami się nikt nie przejmował, bo po wojnie było do nich inne podejście – kończy swoją opowieść Waldemar Pendelski, wciąż hardy 80-latek”. Może nas dzisiaj zadziwić opis łaźni miejskiej, z której ludzie korzystali, by się wykąpać. Bilet wstępu się kupowało: nie wszystkie mieszkania miały łazienki i trudno było o ciepłą wodę, mając bilet czekało się na wolną kabinę, po czym wchodziło się wykąpać w ograniczonym czasie.
Żaden z podręczników historii nie wnika tak dokładnie w życie ludzi i nie pobudza wyobraźni odbiorcy, jak ten sposób narracji. A w wydaniu Autorki zamienia się to w bardzo plastyczną opowieść. W moim odczuciu jest to nie tylko staranność z jej strony, ale po prostu talent.
Wydawnictwo może być przydatne dla uważnych tropicieli przeszłości i przede wszystkim dla tych, którzy chcą te czasy opisywać w konwencji realizmu. Omawiane wywiady polecam też uwadze badaczy tego okresu historycznego i innym, którzy się przeszłością interesują.
Skąd inąd wiadomo (od świadków), że czasy nie były zupełnie bezpieczne i miały swoje „strachy”, które w efekcie zostały przezwyciężone. Stopniowo wśród mieszkańców zanika poczucie tymczasowości a rodzi się przekonanie o stabilizacji, i większe zainteresowanie miejscem zamieszkania, otoczenia. Może wynika to z faktu, iż wszyscy opowiadający o swoim życiu podkreślają znaczenie kształcenia się i zdobywania konkretnych zawodów, zresztą trend ten znajduje odbicie w szybkim rozwoju szkolnictwa na wszystkich poziomach. W mieście powstawały różne szkoły służące również regionowi.
Wywiady są podbudowane optymizmem życiowym. Nie ma w nich skarg na niewątpliwe trudności życiowe, na jakieś niepowodzenia, które dotykają wszystkich ludzi. Rodzi się pojęcie „dorosłych” Gorzowian, którzy czują się w swoim mieście dobrze.
Warto przytoczyć ostateczne opinie o własnym życiu wyrażone na zakończenie udzielonych wywiadów: Krystyna Koszal: „Życie mam spokojne. Mimo że czasem bywało ciężko, nie chciałabym niczego zmieniać”. Leszek Pieczyński: „...nie nadążam dzisiaj.(...) Myślałem, że może życie będzie ładniejsze, lepsze, bardziej kolorowe, a stała się kompletna rewolucja.” Znajdujemy też głosy żalu za tym co minęło: Wiktoria Wasylów: „Z wszystkich ciekawszych miejsc czy instytucji, które były za czasów mojej młodości, nic nie ma. Żal tego.”
Wyłania się spójna całość; przedstawieni w niej ludzie pochodzą z różnych środowisk, zdobyli różne zawody i mogą mieć jakoś wspólną perspektywę miasta. Zasadne stało się bycie Gorzowianinem. Powiem więcej: Gorzów można pokochać jako swoje miejsce na ziemi.
Opisując dzieło Hanny Kaup, nie można nie zatrzymać się na języku, którym zostało ono opracowane. Redaktorka korzysta ze słownictwa kolejnych rozmówców; po prostu zapisuje tak, jak oni się wypowiadali; ogranicza swoją ingerencję; można podziwiać jej umiejętność rysowania portretów postaci poprzez ich mowę. Kunszt i wnikliwość widać, gdy obejmujemy całość. Na ogół mówią poprawną polszczyzną, co pozwala na konstatację, że przesiedleńcy ujednolicili swój język, chociaż przybyli tu z różnych zakątków dawnej Polski. Jest to niewątpliwe osiągnięcie kulturowe. Dla naukowców pozostaje pytanie: czy powstała już jakaś specyficzna mowa (dialekt, gwara, narzecze ?) tych obszarów Polski.
Weronika Kurjanowicz
Refleksje spisała Helena Tobiasz
foto Hanna Kaup
Festiwal renety
Reneta Landsberska, miód, pszczelarze, lokalne smaki, warsztaty, muzyka i atrakcje dla całych rodzin. 19 września ryneczek przy Jerzego stanie się ...
<czytaj dalej>