
– Jesteśmy po koncercie. Cieszę się, że wreszcie Andrzejowi Trzaskowskiemu udało się do tego doprowadzić. To trwało wiele lat, ale mam nadzieję, że teraz otworzyło nas na Gorzów Wielkopolski, że ludzie będą chcieli na nas przychodzić – powiedział po niemal dwugodzinnym koncercie w Miejskim Centrum Kultury
Don Vasyl.
Aż dziw bierze, że od mojej ostatniej relacji z Międzynarodowego Festiwalu Piosenki i Kultury Romów w Ciechocinku minęło 13 lat. Aż dziw bierze, że Don Vasyl w kwietniu skończył 76 lat i – mimo zdrowotnych perturbacji – nie stracił nic ze swojej muzycznej werwy. Aż dziw bierze, że choć w większości śpiewa znane utwory: „Jedno jest niebo dla wszystkich”, „Tańcz ze mną moje życie”, „Gdzie moja młodość”, „Ja już wygrałem” czy „Piękna Cyganeczka”, wciąż ludzie chcą go słuchać i na każdym koncercie dają się wciągnąć w szczególną atmosferę tego folkloru.
Kiedy siedząc w niedzielę na widowni znów zastanawiałam się nad tym fenomenem, doszłam do wniosku, że dzieje się tak, ponieważ Don Vasyl śpiewa o wszystkim, co dla człowieka ważne: o samym życiu, o przyjaciołach, lesie i oczywiście miłości; że w jego utworach jest i radość, i smutek, nostalgia i refleksja; że po cichu tęsknimy do tego rozśpiewanego życia romskiego – bo: cóż Cygan wart bez gitary, bo: „Śpiew to życie, choćby w oku łza, człowiek przecież, tylko jedno życie ma”. I choć w Miejskim Centrum Kultury układ krzeseł niekoniecznie pozwala na wiele, to publiczność dała się ponieść muzycznemu szaleństwu. Były więc wspólne śpiewy, wybijanie rytmu do tego stopnia energiczne, że mój fotel cały chodził, fale i atmosfera światełek telefonów przy słowach „Wypijmy za tych, którzy nas zdradzili”. Na koniec oczywiście oklaski i bis.
Takiej atmosfery nie można opisać. W nią się po prostu wnika, by odczuwać to, czego może za mało mamy na co dzień – radości i poczucia szczęścia. Bo przecież szczęście trwa tylko chwilę. Albo pozwalasz, by do Ciebie przyszło, albo tkwisz w smutnych schematach.
Tak więc koncert Don Vasyla, który świętuje 55-lecie uzyskania dyplomu artysty, z Gwiazdami Cygańskiej Pieśni, był świetnie przygotowany, a dotego tak wykonany, żeby dać ludziom prawdziwe show. I za każdym razem, gdy widzę Don Vasyla na scenie, widzę jego miłość do tego, co robi i wiarę, że to, co robi jest ważne.
Mieliśmy więc w niedzielę mały Ciechocinek, bo – jako Honorowy Obywatel tego miasta – Don Vasyl wozi ze sobą w sercu miejsce, w którym osiadł po opuszczeniu naszego Gorzowa. Dobrze, że ten – po wielu latach powrót – okazał się dla wielu bardzo miłym zaskoczeniem. Bo nawet jeśli nie gustuje się w rytmach discopolowych, to trudno nie zgodzić się z tym, że kultura cygańska to żywioł i temperament w jednym, to mieszanina rytmów, które potrafią porwać i choć na czas koncertu odczarować szarą rzeczywistość.
Zobaczcie sami, jak zaprezentował się Don Vasyl z zespołem, którego część tworzą jego wnuki, czyli Cygańskie Książęta.
Tekst i foto Hanna Kaup
WYKORZYSTYWANIE ZDJĘĆ BEZ ZGODY REDAKCJI ZABRONIONE
Kliknij w wybrane zdjęcie aby powiększyć
Całodzienne próby syren alarmowych
W związku z Zarządzeniem nr 22 Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 8 lipca 2026 roku w sprawie przeprowadzenia ...
<czytaj dalej>Oświadczenie policji w sprawie śmierci kobiety
Publikujemy oświadczenie Komendy Miejskiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim w sprawie zdarzenia z dnia 14 lipca 2026 roku.
We wtorek (14 lipca), ...
<czytaj dalej>Jak wypadamy na tle sąsiadów?
Jak wypadamy na tle niemieckich sąsiadów? Urząd Statystyczny zebrał dane z pogranicza.
Ilu Lubuszan pracuje za granicą? Jak wypada nasz rynek ...
<czytaj dalej>Inne spojrzenie na miasto
GUS: W Gorzowie rzeczywiście przebywa ponad 131 tysięcy osób. Nowe badanie pokazuje demografię z innej perspektywy.
Ilu mieszkańców naprawdę przebywa w ...
<czytaj dalej>