
Pałac w Dolsku ma swoją stronę na Wikipedii, własną zatytułowaną „Miejsce z duszą” na
https://dolskpalace.eu/, a Fundacja Pałac w Dolsku - Stiftung Schloss Dölzig – na Facebooku. O tym szczególnym miejscu piszą na stronie „Rekonstrukcje i odbudowy”, a 13 kwietnia kanał Planete + emitował 6 odcinek trzeciego sezonu serii "Mam zamek" poświęcony właśnie pałacowi w Dolsku.
Maleńka wieś na skraju obecnego województwa zachodniopomorskiego kryje w sobie niejedną historię, ale ta najważniejsza związana jest właśnie z pałacem. Nie ma chyba człowieka, którego dzieciństwo przypadało na lata 50-70 minionego wieku, mieszkającego w okolicach Myśliborza, który nie słyszałby o tym miejscu.
Krystyna Kamińska wspomina, że kiedy w 1980 r. po raz pierwszy stanęła w jego progach i spojrzała w sufit, było nim niebo. To świadczy o stanie, w jakim się znajdował. Po II wojnie światowej podzielił los wielu podobnych miejsc na zachodzie Polski.
Osobiście odwiedziłam Dolsk ostatnio sześć lat temu. Kiedy dziś w Międzynarodowym Dniu Ochrony Zabytków pojechałam tam na tzw. dzień otwarty, stanęłam przed piękną czołową elewacją, a potem obejrzałam niektóre pomieszczenia, przysłuchując się – z innymi zainteresowanymi – historii miejsca opowiadanej przez
Fryderyka Mudzo. Ten niespełna 40-letni mężczyzna wie o pałacu i jego historii wszystko. Przyznaje, że swoją wiedzę zdobywał krok po kroku, niczym detektyw, czasami nawet narzucając się ludziom, którzy nosili w sobie jakieś wspomnienia z przeszłości.
Przez niemal dwie godziny wędrowaliśmy od średniowiecza, przez barok, spokojne dla Dolska czasy wojny trzydziestoletniej, wreszcie Nowej Marchii i kolejnych właścicieli z rodu von Tresckow oraz von Voss, po lata 30. XX w., II wojnę światową i losy Dolska po jej zakończeniu.
Szczegółowe informacje o pałacu znajdziecie na licznych stronach internetowych, do których odsyłam, ze szczególnym uwzględnieniem tej:
https://cbhist.eu/wp-content/uploads/dolzig.pdf
W tym tekście chcę jednak zwrócić szczególną uwagę na to, co Fryderyk Mudzo powiedział na początku spotkania: „To miejsce znam najlepiej, a to z tego tytułu, że od dzieciństwa pasjonowałem się historią, która u schyłku lat 90. była kompletnie niezbadana. Były nazwiska właścicieli, były ogólne rysy historii po wszystkich epokach, bez żadnych szczegółów, żadnych twarzy, żadnego dokumentu, żadnych zdjęć, żadnych opisów. To wszystko udało mi się przez wiele, wiele lat poszukiwań zbadać. Innymi słowy: Wszystko jest możliwe. Skoro ja jako nastolatek oszczędnymi środkami mogłem to zdziałać, to z każdym zabytkiem można tak zrobić”.
I są to słowa, które chcę zadedykować naszym gorzowskim włodarzom, bo od dziesięcioleci nie potrafią zadbać o zabytkową substancję miasta. Jeśli jest możliwe, by jedna rodzina podjęła się i konsekwentnie odbudowywała ogromny, ale przede wszystkim niemal doszczętnie zrujnowany pałac, to dlaczego miasto, czyli jego władze, odwracają oczy od tego, co pozostawili nam po sobie poprzedni mieszkańcy Gorzowa?
Koleżanka dziennikarka z województwa, które jak lubuskie ma dwie stolice,
Teresa Kudyba napisała dziś: „Międzynarodowy Dzień Ochrony Zabytków, od 1983 roku w stałym kalendarzu światowych imprez. Celem tego dnia, ustanowionego przez UNESCO, jest zwrócenie uwagi na konieczność ratowania dziedzictwa kulturowego, najcenniejszych WYTWORÓW CZŁOWIEKA, które przetrwały i pozostają wyjątkowo ważne dla kolejnych pokoleń. Dziś naszą uwagę przykuwają nie tylko te bezcenne obiekty, ale też ich otoczenie oraz LUDZIE: Ci, którzy te "cuda świata" zainicjowali, zaprojektowali, zbudowali oraz ci, którzy współcześnie ZARZĄDZAJĄ tym wspólnym (!) światowym dziedzictwem ludzkości.
Później wspomina, że w jej Ciechocinku najcenniejszym artefaktem światowego dziedzictwa kultury przemysłowej są trzy tężnie solanek (gradiernie), które wymagają opracowania racjonalnego planu funkcjonalności i ochrony konserwatorskiej. Niestety, tu pojawia się (cyt.:) „Problem niedostatku wiedzy, problem niekompetencji zarządczej, problem politycznych powikłań. Sytuacja jest patowa...”.
Po tym wpisie, chciałoby się powiedzieć, że każdy ma swój Ciechocinek. Mnie od lat w naczyniach krwionośnych zalewa płynna tkanka na to, co dzieje się w Gorzowie Wielkopolskim. Tu dziedzictwo poniemieckiej architektury traktowane jest jak bękarty wojny. W najlepszym razie odwraca się od niego oczy. I tak już przez lata.
Dlatego będę bić brawo każdemu wysiłkowi właścicieli pałacu w Dolsku, a włodarzom Gorzowa dedykuję slow clap. Bo cóż innego pozostaje, gdy na naszych oczach to, co wartościowe, obraca się w niebyt, a Prezydent zapewnia, że leży mu to na sercu. Naprawdę? Może wreszcie powoła Pan jakiś zespół ludzi, który rozumieją to miasto i w celu ratowania jego materialnej historii, potrafią stworzyć długofalowy plan przywrócenia nam tych miejsc. Przypomnę raz jeszcze słowa Fryderyka Mudzo: „Wszystko jest możliwe. Skoro ja jako nastolatek oszczędnymi środkami mogłem to zdziałać, to z każdym zabytkiem można tak zrobić”. I są to słowa aktualne nie tylko w Międzynarodowym Dniu Ochrony Zabytków.
A Państwa zapraszam na krótki fotograficzny spacer po pałacu w Dolsku.
Hanna Kaup
redaktor naczelna/wydawca
Pierwsze zdjecie pokazuje stan z początku lat 90. - fotografia ze strony Fundacji na FB.
.jpg)
Poniżej dzisiejszej fotorelacji, stan sprzed sześciu lat.
Kliknij w wybrane zdjęcie aby powiększyć