
Pierwszym politykiem, który powiedział całą prawdę o polityce właśnie, jest
Marek Surmacz. Zrobił to w porannej rozmowie Radia Gorzów. Oficjalnie przyznał, że nie jest już członkiem Prawa i Sprawiedliwości. Dokładnie w dniu inauguracji prezydentury
Karola Nawrockiego przesłał odpowiedni dokument do prezesa PiS o zakończeniu swojego uczestnictwa w tym ugrupowaniu.
To informacja o charakterze sensacyjnym przynajmniej w skali Gorzowa. Co prawda, ostatnio pojawiały się sygnały pokazujące, że Markowi Surmaczowi nie po drodze z koleżeństwem PiS, ale dopiero dziś, 4 września, informację oficjalnie przekazał sam zainteresowany. Wcześniej z członkostwa w PiS zrezygnował skompromitowany swoimi wypowiedziami
Sebastian Pieńkowski – pisaliśmy o tym tu:
https://www.egorzowska.pl/pokaz,felietony,15267,#post_105954
Na pytanie red.
Marcina Sasima, dlaczego Marek Surmacz opuścił szeregi PiS, odpowiedział:
„Bo Prawo i Sprawiedliwość, do której wstępowałem przed laty, w której funkcjonowałem i miałem wyobrażenie funkcjonowania głównie dla człowieka, przestało być tą partią. Przynajmniej w terenie”.
Dodał, że o jego odejściu przesądziły ruchy partii dotyczące personalnych decyzji w kampanii przedkongresowej i w czasie kongresu:
„Zostały podjęte decyzje personalne o wyborze niektórych delegatów, które w moim przekonaniu szkodzą Prawu i Sprawiedliwości”.
A o delegatach powiedział otwartym tekstem: „… mam o nich absolutnie negatywną opinię. To osoby, które tyle razy występowały z PiS, ile razy PiS tracił władzę, a potem wracały, kiedy obejmował władzę, czyli takie typowe koniunkturalne zachowanie. I te osoby mają zaufanie kierowników, więc uznałem, że moje zaufanie do przewodników Prawa i Sprawiedliwości w regionie się wyczerpało” – mówił w radiu.
Marek Surmacz przyznał, że był okłamywany co do szczerości intencji, a tzw. osobisty test przedkongresowy, utwierdził go w przekonaniu, że region totalnie przegrał, dlatego od miesiąca jest niezrzeszony.
„Zawsze kierowałem się poczuciem służby i przez minioną dekadę podejmowałem decyzje związane z naczelną zasadą służby człowiekowi, ale nie miałem wsparcia od kolegów i kierownictwa w partii. Myślałem, że to z powodu poczucia niezręczności, a to był zwykły konformizm. Fajnie jest być poukładanym ze wszystkimi środowiskami, na zewnątrz wśród ludzi udawać opozycjonistę, a czerpać z układu prywatnego. Pociotków zatrudniać w czasie władzy przeciwników. Ja zobaczyłem, że to jest prywata w najordynarniejszym sposobie postępowania” – podkreślał, mówiąc o regionie i jego liderach.
Ale najważniejsze z całej wypowiedzi są słowa, które brzmią niczym morał z baśni Andersena „Nowe szaty cesarza”. Na pytanie, czy w gorzowskim lub lubuskim PiS-ie są osoby, którym Marek Surmacz nadal ufa, odpowiedział krótko: „Nie” i dodał: „Partia dostaje czerwoną kartkę, dlatego że to egoizmy i prywata wygrywają”.
Marek Surmacz nie otrzymał wsparcia w ostatniej kampanii wyborczej, bo – jak twierdzi – jego sposób uprawiania polityki, która miała zbliżyć człowieka do partii, komuś szkodzi. Komu? „Na przykład tym, którzy balują z gangsterami na sylwestra (…). I tu nie chodzi wcale o partię. Tu chodzi tylko o własne interesy osobiste” – rzucił bezpardonowo.
Nie wymienił żadnych nazwisk, bo jak twierdzi, to jest powód skoku do gardła i przegryzienia grdyki, to grozi procesami, w których człowiek i tak zostaje sam. Przekonał się o tym nawet wtedy, gdy te procesy były inicjowane z ramienia partii. „Nigdy nie uzyskiwałem wsparcia w takiej sytuacji” – mówił.
Ktoś mógłby zarzucić, że ta wypowiedź Marka Surmacza to efekt rozgoryczenia, bo w ostatnich wyborach partia go pominęła, że jak dostawał od niej stanowiska, to było OK. Na to gość Radia Gorzów odpowiedział:
„Partia mi nie dawała, tylko partia potrzebowała moich umiejętności, żebym pełnił te funkcje i pełniłem je zawsze w sposób ideowo nienaganny, w praktyce szkodzący wielu ludziom wewnętrznie, przez co byłem też dymisjonowany, przymuszany do rezygnacji albo odwoływany w związku z tym, że byłem zaangażowany ideowo w wykonywanie literalne założeń programowych Prawa i Sprawiedliwości”.
Jaka nauka płynie z wypowiedzi Marka Surmacza? Ano taka, że w polityce nic się nie zmienia.. no może tylko ludzie. Że wciąż zwycięża prywata. Że choć sam niezrzeszony dziś działacz prawicowy odnosi się w swoich wypowiedziach tylko do polityki lokalnej i regionalnej, trudno sobie wyobrazić, że w innych miejscach Polski jest inaczej. A to już powiew grozy.
Obnażenie tego, co naprawdę dzieje się w szeregach PiS to – co by nie mówić – akt odwagi. Na ile i czy w ogóle te słowa zaszkodzą lokalno-regionalnym strukturom? Wątpię, bo zaraz cały sztab żołnierzyków rzuci się do personalnego linczowania byłego członka PiS i odwracania uwagi od tematu.
Nie pozostaje nam nic innego, jak poczekać, co się z tego urodzi. Ideowcy powinni wierzyć, że dobro. Jednak świat polityki wybiera zgoła odmienne ścieżki, o czym się nieustannie przekonujemy.
Hanna Kaup
redaktor naczelna/wydawca
foto FB