sobota 11 kwietnia 2026     Filip, Leon, Marek
eGorzowska - internetowy dziennik Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej
szukaj    szukaj szukaj
« powrót
Harda dusza (3)
Łączą nas ludzie i miejsca
eGorzowska - 15751_ossJrdgSIJiwhqkEjL7L.jpgW 2025 r. Stowarzyszenie św. Eugeniusza de Mazenoda z redaktor Hanną Kaup wydało - dzięki finansowemu wsparciu miasta Gorzowa Wielkopolskiego - ósmy biuletyn z cyklu "Łączą nas ludzie i miejsca". Promocja biuletynu odbyła się na początku grudnia i zaraz też cały nakład się rozszedł. W związku z tym publikujemy teksty, które powstały po spotkaniach z siedmioma 80-latkami - pierwszymi urodzonymi w polskim Gorzowie.

W zakładce „człowiek” przeczytanie historie innych bohaterów. Dziś część trzecia opowieści Waldemara Pendelskiego.

DOROSŁOŚĆ
– Dzisiaj, jak nieraz wnukom mówię, że kiedy z tej szkoły wychodzimy, to mamy 19 lat, głosujemy do Sejmu, ale nie możemy iść do kawiarni, bo jak nas złapią, to mamy dodatkową pracę, czyli wrzucanie koksu do kotłowni, to nie wierzą. A kiedyś na lekcji wychowawczej prof. od fizyki Elas mówił, że spotkał w czasie wakacji kolegów z dziewczynami. „Co wy na to?” – pytał. „Jak tak można?” No i trafił na mnie, więc mówię, że również byłem z dziewczyną na stopie latem w 1965 r., no to co ja mogę potępiać? Ale takie były czasy, a my byliśmy dorosłymi ludźmi. Dzisiaj to ludzie pękają ze śmiechu, jak to słyszą. Tak się ten świat zmienił.

WOJSKO
– Koniec szkoły średniej. Budowlanka zaliczona. W grupie, w której byłem, podeszliśmy do Politechniki Szczecińskiej. Zawaliłem sprawę, no i służba wojskowa. Na miejscu, w Gorzowie. Jednostka 1649, Czwarta Łużycka Brygada Saperów. Dali nam ogromne wory i zaczęło się napychanie sienników, potem napchane do wysokości pół metra trzeba było wyrównać i pierwsza noc. Najkrótsza w życiu. Pobudka zawsze o 6.00, zgodnie z regulaminem, a że to jesień, to jeszcze ciemno i oczywiście biegi dookoła placu apelowego. W większości dowódcami batalionu byli żołnierze frontowi, a dowódcą brygady był pułkownik Kozłowski, człowiek bez ręki. Stołówka to drewniane ławy do siedzenia. I tam to był kosmos. Rzucanie serem topionym jak trotylem, że często na suficie i ścianach to było poprzylepiane. Horror! Ale kogo ukarać, jak ktoś rzucił w tłumie? Na komendę zaczynamy jeść i na komendę kończymy. Trafiam do sztabu, do szefa służby samochodowej, pułkownika Chmielewskiego. Bardzo fajny facet. Potem dowódcą jednostki jest pułkownik Bełza, chłop wzrostu 2 metry, wagi 130 kg, który wprowadził w stołówce stołeczki w formie barowej, światło, czyściutko, elegancko. Tak że coś się zmieniło, ale odnośnie jego podejścia do kadry, to często jak siedział, patrzył sobie przez okno, zwoływał oficerów i mówił do nich: „Bo wam, panowie, zrobię karny barszcz”. Tak że kadra się go bała, jak wszyscy diabli.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
KARNY BARSZCZ to nieformalne określenie, odnoszące się do dyscyplinarnej kary w wojsku, najczęściej w formie zaostrzonej musztry lub innych uciążliwych ćwiczeń, stosowanej wobec żołnierzy. Nie jest to oficjalna nazwa kary w przepisach wojskowych, ale potocznie używana do określenia tego typu represji.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

– Dwa lata równiutko w wojsku. A na koniec, kiedy mam do cywila 70 dni, jest apel. Zawsze w poniedziałki było tzw. rozprowadzenie uroczyste, że cała jednostka stała na placu apelowym z dowódcami. Przychodzi pułkownik Bełza. Jestem słusznego wzrostu, staję na końcu oddziału i nie wiem, czy się obróciłem do tyłu, czy coś, a stary się nie wita za bardzo, tylko podchodzi do mnie. „Wyrzucić go ze sztabu, bo on się obraca i nie ma szacunku do swojego dowódcy” – mówi. No i każe wywalić mnie z kompanii do saperów. Najtrudniejszej. Oni budowali mosty pontonowe, więc jak stary każe, to nikt nawet nie mrugnie. Biorę swój plecaczek, zabieram manatki, idę do tej kompanii saperów naprzeciwko mojego bloku. Dowódca pyta: „A ile macie żołnierzu służby?”. Ja ich wszystkich znałem i mówię: „Siedemdziesiątkę”. „To ja takiego starego żołnierza nie chcę. Idź do drugiej kompanii. Ona za dwa dni wyjeżdża do Karlik koło Żagania. Tam jest ogromny poligon, prowadzą wyrąb lasów pod jego powiększenie”. Jest lato, więc spędzam fantastyczne wakacje w wojsku. Mnie przypadło obcinanie gałęzi siekierą po tym, jak oni cięli drzewa piłami mechanicznymi. Tak zeszło prawie do wczesnej jesieni, całe lato na tym wyrwisku. Siedzimy w głębi lasu, 70 chłopa. No i zbliża się jesień. Jedziemy do Pobiedzisk koło Poznania, ponieważ skończyła się sześciodniowa wojna arabsko-izraelska. I nauczeni smutnym doświadczeniem, że samoloty były niszczone, budujemy tzw. stojanki. Z tych Pobiedzisk żegnam się z wojskiem. Jest jesień, 1968 rok. Ale do tego czasu żyliśmy w obawie, że przedłużą nam służbę, bo jeszcze wiosną wcielają wszystkich nieposłusznych studentów do wojska, a w sierpniu jest interwencja w Czechosłowacji.

BIURO PROJEKTÓW
– Jeszcze zanim poszedłem do wojska, załapałem się do pracy w zielonogórskim biurze projektów, oddział w Gorzowie. Trafiam do pracowni konstrukcji. Jedną z pierwszych prac jest inwentaryzacja dawnego Arsenału, gdzie na górze były zboża i ogromne szczury, pięknie zmumifikowane. Więc po wojsku wracam do tego biura i akurat powstają pierwsze projekty przyszłych wieżowców – to były rysunki na kartkach i je się wycinało – i budynku Sezamu koło domu towarowego z restauracją na dole. Z nieprzyjemnych rzeczy – inwentaryzacja kaplicy cmentarnej przy szpitalu. Sufit miała szklany, chyba dwa na dwa, żeby było naświetlenie. I przyszła grupa dziewcząt ze szkoły pielęgniarskiej. Prowadzący sekcję trzyma mózg na ręce, a ja tam z góry to wszystko widzę…
W naszym biurze powstawały rysunki poszczególnych elementów, nie konkretnych obiektów. Ja je przerysowywałem. Każda płyta była oddzielnym rysunkiem. W 1971 r. trafiam do Gorzowskiego Przedsiębiorstwa Budownictwa Ogólnego „Zachód” w Gorzowie Wielkopolskim i tam zaczynam pierwszą pracę na osiedlu Słonecznym, na wieżowcach.
Zima, bloki, pozamykane otwory okienne, czyli budujemy wielkimi płytami. Ubrania mieliśmy grube, ładne, ciepłe. Tzw. kociołki EW6 grzeją piasek przy betoniarce. Pierwszy obiekt na Staszica to kotłownia osiedlowa. Mieści się u góry Matejki, tam gdzie dawniej było kasyno wojskowe. Za tym kasynem stacja paliw i za nią kotłownia.

– W Miejskim Przedsiębiorstwie Remontowo-Budowlanym pracowałem tylko w 1970 r., a potem najdłużej do 1983 w GPBO, które przekształca się w Gorzowski Kombinat Budowlany, gdzie byłem kierownikiem działu organizacji i normowania. Na końcu ul. Marcinkowskiego w 1971 zaczyna powstawać Warszawska Uniwersalna Forma Techniczna, tzw. WUFT. To system prefabrykatów Pomet i Bonin, które różniły się tylko obecnością balkonów. Potem kombinat budowlany zaczyna budować fabrykę domów FD6 na końcu ul. Walczaka. Teraz jest w szczątkowej formie, w rękach prywatnych. Wtedy jeszcze zostałem służbowo wysłany do Bolesławca na przeszpiegi, do dwukrotnie większej fabryki. Miałem się zapoznać, jak to wygląda. Ale myśmy nie uzyskali pełnej wydajności, choć praca trwała na trzy zmiany. Miało być 6 000 mieszkań rocznie. Niestety, to się nie udało.
Rok 1983. Kończy się stan wojenny. Idziemy na własny garnuszek i od tej pory już mam firmę. Cztery osoby. Kierowanie budowami i nadzorowanie robót.

ŻONA
– Jeszcze jako kawaler w wolnym czasie lubiłem się bawić. Bywałem w Parkieciarni. Świątek, piątek i niedziela. Bal się zaczynał o 19.00 i po pierwszej trzeba było z Zawarcia na Krajowej Rady Narodowej dotrzeć. Był 1965 r., styczeń, sobota. Akurat balety u piguł w „psychiatryku”. Kobiety już po maturach, raczej dla nas za stare, więc poszliśmy do pielęgniarek na ul. Łokietka. I 17 stycznia 1965 zapoznaję moją przyszłą małżonkę. Tak od tej pory się tułamy już 60 lat. Doczekaliśmy się syna i córki. Ona była dziennikarką w „Ziemi Gorzowskiej”. Teraz pisze książki dla dzieci. Monika Janiszewska. Mieszka we Wrocławiu.

MIASTO DAWNIEJ
– W 2008 r. w grudniu piszę wniosek o emeryturę i przechodzę na nią w 2009. Jak dziś patrzę na życie i miasto? Czy poszło w dobrym kierunku? W czasach młodości Gorzów był niewielki. Z jednej strony kończył się na Walczaka przed cmentarzem, przy dużym kamieniu. Stały tam pojedyncze bloki. Z drugiej strony – na północy przy wodociągach, na wschodzie – na Marcinkowskiego, a na południu – za kanałem Ulgi. Mieszkało tu jakieś 40, może 50 tys. ludzi. Młodzież się znała, chodziła na balety. Nigdy nie wyjechałem z Gorzowa, bo po wojnie on miał to, czego nie mieli pod Warszawą: elektrykę i tramwaje. Koło fontanny miały mijankę, więc zawracały i jechały na Zawarcie, aż do tzw. „Roszarni”.
Dziś miasto pustoszeje, zmniejsza się liczba mieszkańców. Nie ma uczelni wyższych z prawdziwego zdarzenia. Nie czuć, żeby jakieś życie studenckie istniało.

KIEDYŚ TO BYŁO…

– Jak byłem w biurze projektowym, to do pracowni przychodził Hirek Świerczyński. Robił wyposażenie Sezamu i tworzył Stolik nr1, czyli życie kulturalne z Waldemarem Kućką i Zdzisławem Morawskim. W Empiku były organizowane wystawy. Do teatru się chodziło, a teraz trzy razy w tygodniu dializy. Wyjeżdżam tylko do sklepu i do domu. Mieszkam na Okrzei. Sam przez siedem lat budowałem ten dom. Mamy sześć pokoi i z kobietą jesteśmy sami. Jest telewizornia, seriale, a kiedyś był ze mnie namiętny czytelnik książek. Były lata, gdy w obiegu krążyły w formie luźniejszej i myśmy je dzielili na pół. Jeden brał część i drugi część. Tamte czasy były inne. Jak dzieciak wyszedł na dwór, to wrócił na obiad albo na kolację. Nie było telefonu. Jako dziesięciolatek szedłem nad Kłodawkę z wędką. Matka do dziś o tym nie wie. A jak wpadała do szkoły, dostawałem rózgą po nogach. Pamiętam, jak swoim rowerem pojechałem nad jeziora, w lasy. Znalazłem tratwę, na nią wstawiam rower i wypływam na jezioro. Jakbym się utopił, to by nikt nie wiedział. A u tego wujka w Kostrzynie na końcu ogrodu, to jak dziś pamiętam, pociski moździerzowe przenoszę na ramionach. Były wielkości i grubości dobrej butelki, z zakręconymi zapalnikami, i próbuję młoteczkiem rozbić ten zapalnik. Nic nie wybuchło, nie rozerwało. A dzieciakami się nikt nie przejmował, bo po wojnie było do nich inne podejście – kończy swoją opowieść Waldemar Pendelski, wciąż hardy 80-latek.

Tekst i foto Hanna Kaup
foto archiwum prywatne




Kliknij w wybrane zdjęcie aby powiększyć

7 marca 2026 17:56, admin ego
« powrót
Dodaj komentarz:

Twoje imię:
 
Komentarze:


Andrzej Trzaskowski (IP: 188.x.x.180) w dniu 08.03.2026, 14:20 napisał(a):
To są normalne dzieje...
Serwis www.egorzowska.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłączną własnością ich autorów.

Miasto tłumaczy się z konieczności sprzedaży starego budynku MCK
Publikujemy stanowisko miasta w sprawie sprzedaży nieruchomości przy ul. Drzymały. Zły stan techniczny budynku, wysokie koszty jego modernizacji oraz ograniczone możliwości ... <czytaj dalej>
W piątek wstrzymają ruch drogowy
3 kwietnia (piątek) o godz. 20:00 z Katedry p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny wyruszy Droga Krzyżowa. Uczestnicy procesji przejdą następującymi ulicami: ... <czytaj dalej>
Co z opłatami za odpady
Miasto informuje o systemie opłat za odpady. Miejskie Odpady Komunalne w Gorzowie Wielkopolskim zakończyły kluczowy etap organizacji nowego systemu gospodarowania odpadami ... <czytaj dalej>
Urząd Marszałkowski tłumaczy brak dofinansowania
Urząd Marszałkowski w Zielonej Górze odpowiada na odmowę dofinansowania remontu Schodów Donikąd. Rewitalizacja w Lubuskiem: gorzowski projekt nadal ma szansę na ... <czytaj dalej>
Przeglądaj cały katalog lub dodaj swoją firmę
"Pers" Zakład Usługowo-Handlowy Waldemar Kapałczyński

ul. Marcinkowskiego 90, Gorzów Wlkp.
tel. 95 729 17 93
branża: Dywany, wykładziny - detal <czytaj dalej>
Citibank Handlowy Bankomat

ul. Sikorskiego 11, Gorzów Wlkp.
tel.
branża: Bankomaty <czytaj dalej>

Darmowa majówka w teatrze
Teatr im. Juliusza Osterwy zaprasza na długi weekend majowy. Dzięki ... <czytaj dalej>
Więźniowie czwartego piętra
Polska nie jest przygotowana na wyzwania starzejącego się społeczeństwa. Pani Hanna ... <czytaj dalej>
Nie tylko o Schodach Donikąd
Każdego tygodnia w programach radiowych i telewizyjnych gorzowscy dziennikarze komentują ... <czytaj dalej>
Oszustwa w sektorze usług opiekuńczych
KAS wykryła wielomilionowe nieprawidłowości podatkowe w branży usług opiekuńczych w ... <czytaj dalej>
Kalendarium eventów
«kwiecień 2026»
PWŚCPSN
  
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
   
dodaj: imprezy@egorzowska.pl
Mała wielka sprawa
eGorzowska - adminfoto_admin.jpg
admin ego:
A może przestańmy sobie składać życzenia
Zbliżają się święta. Czas życzeń, wysyłania gotowych grafik, koniecznie ze złotymi literami, kolorowymi jajkami i skaczącymi króliczkami albo specjalnie przygotowanych rolek – to takie na czasie. Może nawet ktoś przypomni ... <czytaj dalej>
Złap drzewa w kadr
Pasjonujesz się fotografią i kochasz naturę? Weź udział w konkursie <czytaj dalej>
Bez korzeni nie zakwitniesz
Archiwa Państwowe oraz Ministerstwo Edukacji Narodowej zapraszają uczniów klas 4-7 <czytaj dalej>

aktualnie nie ma żadnej czynnej sondy
Robisz zdjęcia? Przyślij je do nas foto@egorzowska.pl
eGorzowska - 6a.jpg
admin ego:
W Śnieżycowym Jarze
Jeszcze nigdy nie byliśmy w Śnieżycowym Jarze po okresie najintensywniejszego ... <czytaj dalej>
admin ego:
Polska historia duńskiego króla
Większość duńskich władców spoczywa w gotyckiej katedrze w Roskilde, ale ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
W Gorzowie najniższe ceny mieszkań na rynku wtórnym
Gorzów Wielkopolski, Kielce, Łódź, Katowice. Tylko w czterech miastach wojewódzkich ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Więźniowie czwartego piętra
Polska nie jest przygotowana na wyzwania starzejącego się społeczeństwa. Pani Hanna ... <czytaj dalej>
Blogujesz? Rób to lokalnie!
Wystarczy jedno kliknięcie w egoBlog
Masz problem?
Napisz do eksperta egoEkspert
Żadna sprawa nie zostanie bez odzewu. Daj znać na eGo Forum
Anonim_6842:
Na co komu obronność, niech sobie Warszawa buduje. Pózniej będą atakować Gorzów. <czytaj dalej>
Anonim_2118:
dodaj do tego jeszcze niegospodarnosc zarądzania mzk przez maksymiaka
wykluczenie komunikacyjne mieszkańców okolic i turystów likwidacją s <czytaj dalej>
Anonim_2118:
mck w przemysłówce + miejsca pracy dla urzędników w biurowcu
kosztowały 70 mln zł

a remont rudery mck przy drzymały miał <czytaj dalej>
Anonim_6842:
Otworzyli ogień w Poznaniu w centrum jeszcze podczas wizyty pianisty Paderewskiego jak występował na balkonie i pózniej na Ławicy, gdzie były pr <czytaj dalej>
Marek z Rybakowa :
Serce boli jak ten PJW rujnuje historię miasta. Przecież tom dawny Dom Chemika z NOT-klubem.Wieżowiec Przemysłówki trzeba było wyburzyć , a nie <czytaj dalej>
 
eGorzowska.pl - e-gazeta Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej