
Ostatni dzień na szwedzkiej ziemi spędziliśmy w Skanii. Zmieniły się krajobrazy i budownictwo. Zamiast lasów i jezior pojawiły się rozległe przestrzenie, pola i dużo błękitnego nieba. Miejsce drewnianych świątyń zajęły kamienne kościoły. Czerwonych domków jak na lekarstwo, ale na brak interesujących miejsc absolutnie narzekać nie możemy.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od prehistorycznych cmentarzysk. Pierwsze to Mala Stenar, czyli wcale nie "małe kamienie", tylko "kamienie z miejscowości Mala". Znajduje się tam sześć kamiennych okrętów, kamienny krąg i 43 pojedyncze stele. Mają co najmniej półtora tysiąca lat, a na stanowisku nigdy nie prowadzano badań archeologicznych.
Drugie - Vätteryds gravfält - jest znacznie bardziej imponujące. Służyło nieprzerwanie wielu pokoleniom przez co najmniej pięć stuleci. Dziś na wrzosowisku stoi 375 kamieni, choć jeszcze w XIX w. było ich co najmniej 600.
Kościół w Fulltofcie dostarczył nam zupełnie innych doznań. W tej niepozornej budowli z XII w. kryje się prawdziwy skarb - sklepienie pokryte XV-wiecznymi malowidłami. Są trochę nieporadne, ale bardzo sugestywne. To prawdziwa "Biblia pauperum", czyli średniowieczny komiks teologiczny dla niepiśmiennych.
Malowidła ocalały, ponieważ po reformacji zostały pobielone wapnem i ponownie odsłonięte w 1910 r. Dokładniej je oczyszczono dopiero podczas restauracji w 1953 r.
W średniowieczu świątynia była miejscem pielgrzymkowym związanym ze św. Manghildą z Fulltofty. Jej relikwie przeniesiono w 1383 r. do katedry w Lund, ale dziś już nikt nie potrafi wskazać ich lokalizacji.
Katedra jest ogromna i bardzo różni się od typowych szwedzkich kościołów. To jedna z najlepiej zachowanych romańskich świątyń w Europie Północnej, a surowe wnętrze przypomina kościoły francuskie albo niemieckie.
Trochę zawiódł nasze oczekiwania spektakl w wykonaniu zegara astronomicznego. Nie trwał nawet dwie minuty, co zostało skwitowane głośnym jękiem zgromadzonych przed nim turystów. Kto wie, czy nie lepiej było wyjść przed jego uruchomieniem? Wyobraźnia z pewnością dodałaby wydarzeniu kolorytu.
Niesamowite za to są katedralne krypty z masywnymi romańskimi kolumnami. Szczególną uwagę zwracają dwie figuralne. Według legend przedstawiają olbrzyma Finna i jego żonę Gerðę. Finn miał pomagać przy budowie katedry, a kiedy nie otrzymał zapłaty, przy pomocy żony próbował ją zburzyć.
Samo Lund powstało około 990 r., kiedy Skania należała jeszcze do Danii. Przez kilka stuleci było najważniejszym ośrodkiem religijnym całej Skandynawii. Pod panowanie szwedzkie przeszło dopiero w 1658 r.
Na jego obrzeżach znajduje się jednak miejsce, które koniecznie trzeba zobaczyć. Pokazuje, jak wyglądało życie społeczne na Półwyspie Skandynawskim przed powstaniem średniowiecznych miast. To stanowisko archeologiczne Uppåkra.
Leży niecałe 5 km na południe od Lund. W epoce żelaza, przez niemal 1000 lat, funkcjonowało jako potężne centrum polityczne, religijne, rzemieślnicze i handlowe. Do dziś przebadano zaledwie 0,2% całego stanowiska! Warstwy archeologiczne miejscami osiągają 3 m grubości, a cały obszar zajmuje niemal 50 ha. Pracy powinno wystarczyć dla kilku pokoleń archeologów.
Z Uppåkry wybraliśmy się jeszcze do mało znanego średniowiecznego miasteczka. Wyobraźcie sobie wąskie, ustawione szczytami kamienice o pastelowych elewacjach, labirynt brukowanych uliczek, małe placyki, zaułki, bardzo mało ludzi wokół i jeszcze mniej samochodów.
To jednak wcale nie jest wymarła osada. Mało tego, za zamieszkanie tutaj trzeba słono zapłacić, a chętnych i tak nie brakuje. Miejsce przywodzi na myśl hanzeatyckie miasteczko, a tak naprawdę jest współczesną dzielnicą Hjärup. Jej średniowieczny kostium liczy sobie niewiele ponad ćwierć wieku.
Nazwę Jakriborg utworzono od imion Jana i Kristera Berggrenów, właścicieli firmy deweloperskiej (JAn + KRIster). To ciekawy eksperyment urbanistyczny z końca XX w. (pierwsi lokatorzy zamieszkali tu w 1999 r.), który absolutnie nie był pomyślany jako skansen, lecz jako spokojna alternatywa dla zatłoczonych przedmieść z życiem koncentrującym się wokół przestrzeni dla pieszych. I chyba się udało.
Domki pojawiają się pośród pól zupełnie niespodziewanie. Nawet nas ten widok zaskoczył, chociaż jechaliśmy tam celowo i wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Z jednej strony otacza je wysoki czerwony mur z wieżyczkami i krenelażem. Pod nim znajduje się strefa parkowania.
Zrelaksowani wizytą w Jakriborgu, pojechaliśmy na nocleg do samego Malmö i trafiliśmy prosto do... cyrku!
Grand Cirkus Hotel jest miejscem bardzo nieoczywistym, a jednocześnie wyjątkowo przyjaznym dla swoich gości. Nie znajdziecie tam luksusowych pokoi, ale możecie spędzić niezapomnianą noc w jednym z autentycznych, odrestaurowanych wozów cyrkowych. Chociaż wybraliśmy tańszą alternatywę, czyli własny namiot, udzieliła się nam fantastyczna atmosfera.
Idealne wprost podsumowanie naszych szwedzkich wojaży.
Maria Gonta
Foto Gontowiec Podróżny
Kliknij w wybrane zdjęcie aby powiększyć
Miasto się chwali, że uszczelniło system
Pół roku nowego systemu gospodarki odpadami. Pierwsze dane są obiecujące.
Po sześciu miesiącach funkcjonowania nowego systemu gospodarowania odpadami w Gorzowie można ...
<czytaj dalej>