
Wszystko kiedyś się kończy, nawet nasza podróż po Szwecji. Właśnie wyjechaliśmy z Annerstad, a jutro rano wsiadamy na prom z Malmö do Świnoujścia. Noc z niedzieli na poniedziałek spędzimy już w domu.
Czas spędzony w Prästgården Annerstad będziemy wspominać z sentymentem. Jadąc tutaj, myśleliśmy, że zamieszkamy w domku na odludziu. Tymczasem na miejscu okazało się, że za oknami mamy niewielkie biwakowisko dla kamperów, sklepik z lokalnymi produktami i popularną pizzerię. Mimo tego było nam tu dobrze, zadziwiająco cicho i spokojnie. Naprawdę odpoczęliśmy.
Kawa jest tu pyszna, a pizza, której wybór przyprawiał o zawrót głowy, to po prostu mistrzostwo świata!
Mieszkaliśmy wprawdzie w obszernej, prawie stuletniej pastorówce, ale od 2019 r. jest ona własnością prywatną, podobnie jak otaczające ją gospodarstwo ekologiczne. Gwarantowało nam to swojskie pianie kogutów, gdakanie kur i sympatyczny widok widok pasących się krów. Na nasze schody zaglądał płochliwy niebieskooki kot, chyba rasy ragdoll. Pewnie uciekł z jakiegoś kampera i teraz szuka swojej rodziny. Dookoła uwijały się pliszki, przy sklepiku pasły wietnamskie świnki, a w jednym z pomieszczeń gospodarczych stał zabytkowy drewniany karawan. Trudno było się tu nudzić.
Prästgården Annerstad leży nie tylko przy Szlaku Legend (Sagobygden), ale również wchodzi w skład Borówkowej Trasy (Lingonrundan) prowadzącej przez małe, rodzinne gospodarstwa, pracownie rękodzieła, kawiarnie, piekarnie, zagrody z alpakami, mikromuzea, zabytkowe zagrody, ogrody i sklepiki z lokalnymi produktami. To kolejny pomysł na poznawanie Smålandii, tym razem z dala od wielkich atrakcji turystycznych.
Alpaki w Kråkshult odwiedziliśmy w środę. Zjedliśmy tam pyszne gofry i wypiliśmy naprawdę dobrą kawę. Wczoraj natomiast wybraliśmy się znowu na Szlak Legend, pod pęknięty głaz nazywany Kościołem Ivara (Ivars kyrka). Powiadają, że pękł dopiero wtedy, gdy pobożny Ivar poprosił Boga o jakiś znak.
Wokół kamienia rozciągało się prawdziwe królestwo brusznic i czarnych jagód. Nic dziwnego, że te pierwsze nadały imię Borówkowej Trasie. Do domu wróciliśmy z czterema miseczkami dorodnych owoców i dźwięczącą w głowach piosenką "Jesteśmy jagódki, czarne jagódki...". Kolacja była pyszna.
I chyba właśnie takie miejsca będziemy z tej podróży pamiętać najbardziej. Małe gospodarstwa, stare domy, leśne ścieżki, przypadkowo spotkane zwierzęta, dobrą kawę i owoce zebrane własnoręcznie. Szwecja pożegnała nas więc dokładnie tak, jak ją poznawaliśmy: spokojnie, trochę nieoczywiście i z czymś smakowitym na koniec.
Maria Gonta
Foto Gontowiec Podróżny
Kliknij w wybrane zdjęcie aby powiększyć
Miasto się chwali, że uszczelniło system
Pół roku nowego systemu gospodarki odpadami. Pierwsze dane są obiecujące.
Po sześciu miesiącach funkcjonowania nowego systemu gospodarowania odpadami w Gorzowie można ...
<czytaj dalej>Stypendia czekają. Sprawdź, co musisz wiedzieć
W tym materiale przeczytasz o wszelkich stypendiach, o które można się już ubiegać.
Lubuskie Talenty
Rusza kolejna edycja Lubuskich Talentów - Programu ...
<czytaj dalej>W SOWIE "Nauka ma głos"
Pierwsze po wakacjach spotkania w ramach projektu „Nauka ma głos” odbędą się 3 września 2026 r. w Strefie SOWA w ...
<czytaj dalej>Nowa nawierzchnia ronda Barlineckiego na finiszu
Na rondzie Barlineckim oraz na wylocie w kierunku ronda Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, trwają prace przy układaniu podbudowy z betonu ...
<czytaj dalej>