
Po nocnym deszczu poranek nad Storsjön był rześki, przejrzysty i okraszony słońcem. Na śniadanie zjedliśmy naleśniki z moroszką. To był nasz pierwszy raz z tymi żółto-pomarańczowymi owocami.
Malina moroszka, nazywana złotem bagien, jest jednym z najbardziej charakterystycznych smaków północnej Skandynawii. Rośnie na podmokłych terenach, owocuje skąpo i dlatego nie należy do tanich. W Jämtlandzie właśnie trwa sezon, więc Madzi udało się kupić kilogram świeżych owoców. Ciekawe doświadczenie smakowe.
Największa przygoda czekała nas jednak później. Obraliśmy sobie dość niezwykły cel: jezioro, które zniknęło, i martwy wodospad. Oba miejsca łączy ta sama historia.
Jezioro nazywało się Ragundasjön i było naturalnym rozszerzeniem rzeki Indalsälven, która kilkanaście kilometrów dalej tworzyła rwący wodospad Storforsen. Spławiano nią drewno do Bałtyku, ale większość pni rozbijała się w sięgającej 35 m kipieli. Przez wiele lat bezskutecznie próbowano rozwiązać ten problem.
Wtedy do akcji wkroczył Magnus Huss, przedsiębiorczy właściciel lasów w górnym biegu Indalsälven. Na zlecenie spółki Storforsbolaget wykopał kanał omijający wodospad, licząc na usprawnienie spławu.
Pomysł nie był nowy, ale tutaj kanał poprowadzono przez luźne osady polodowcowe. Cóż, Magnus nie był ani inżynierem, ani hydrologiem...
Wystarczyła jedna fala powodziowa w nocy z 6 na 7 czerwca 1796 r., by krajobraz zmienił się nieodwracalnie. Wał uległ przerwaniu i 300 mln m³ wody runęło na zabudowania i pola w dolinie Indalsälven.
W ciągu zaledwie czterech godzin jezioro zniknęło. Wodospad umarł. Nikt nie zginął, chociaż podobno ryby zdejmowano później z drzew.
Rzeka wróciła do dawnego koryta, a na dnie dawnego Ragundasjön powstało później miasto Hammarstrand, przez którego środek płynie dziś Indalsälven.
Storforsen nazywa się teraz Döda Fallet (Martwy Wodospad) i można go podziwiać ze specjalnie zbudowanej ścieżki w koronach drzew. To przepiękne miejsce! Polecamy!
Wieść o niezwykłym skalnym kanionie dotarła aż do Syjamu. W 1897 r. odwiedził go król Chulalongkorn (Rama V). Sto lat później, dla upamiętnienia tej wizyty, w Utanede zbudowano Tajski Pawilon, jedyny poza Tajlandią pomnik poświęcony temu władcy. Co roku 19 lipca odbywają się tam uroczystości upamiętniające jego pobyt. W tym roku zaczęły się dwa dni wcześniej i udało nam się trafić na fragment obchodów.
To jeszcze nie koniec niespodzianek wczorajszego dnia. Wracając z tajskiego święta mało uczęszczaną drogą, odwiedziliśmy oldskulową stacyjkę benzynową Mobacken på Kilen. Wprawdzie auta zatankować tam nie można, ale miejsce ma niesamowity klimat i ogromną wartość sentymentalną. Aż nie chce się stamtąd odjeżdżać.
Kompletnie się też nie spodziewaliśmy, że jadąc do Hammarstrand, trafimy do Åsgårdu.
Tajemnicza tabliczka przy leśnej drodze, jezioro i niesamowite chmury nad nami... kto wie? Może to rzeczywiście była jedna z bram do mitycznej siedziby nordyckich bogów?
Maria Gonta
Foto Gontowiec Podróżny
Kliknij w wybrane zdjęcie aby powiększyć
Diecezjalne dożynki
Sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej w Rokitnie i Diecezjalne Duszpasterstwo Rolników zapraszają na święto dziękczynienia Bogu za otrzymane plony. Jak ...
<czytaj dalej>Wytchnienie dla opiekunów
Opieka dla bliskich, chwila wytchnienia dla opiekunów. Trwa nabór do programu.
Opieka nad bliską osobą z niepełnosprawnością to ogromne zaangażowanie i ...
<czytaj dalej>Apel o rozwagę
Wysokie temperatury podczas wakacji zachęcają do wypoczynku nad wodą. Niestety, każdego roku dochodzi do wielu tragicznych zdarzeń, którym można było ...
<czytaj dalej>Znów zmiany w okolicach ronda
Przypominamy, że w piątek (31 lipca br.), zostanie wprowadzony kolejny etap organizacji ruchu związany z przebudową ronda Barlineckiego. Jak informuje ...
<czytaj dalej>