
Nocowaliśmy kilkanaście kilometrów od szwedzkiej granicy, w Graddis. Wróciliśmy tu po dwóch latach. Wtedy spaliśmy w rustykalnym pokoiku dawnego schroniska, tym razem wybraliśmy drewniany domek z piętrowymi łóżkami. Po kilku zimnych dniach gorąca kąpiel smakowała niemal jak luksus.
Rano nie spieszyliśmy się z wyjazdem, dając Norwegii szansę na pogodową rehabilitację. No i udało się - niebo się rozpogodziło i przez jakiś czas mogliśmy oglądać we wstecznym lusterku ośnieżone szczyty górskie.
Tylko we wstecznym, bo opuściliśmy już kraj fiordów i ponownie wjechaliśmy do Szwecji. Krótko za granicą zatrzymała nas niepozorna tabliczka z napisem "Stalotomter". Większość kierowców mija ją obojętnie, a szkoda. Nazwa łączy dwa słowa: Stalo, olbrzyma z mitologii Saamów, i tomter oznaczające siedliska lub fundamenty.
Mimo nazwy nie mają jednak nic wspólnego z legendarnymi olbrzymami. Archeolodzy udowodnili, że są pozostałościami dużych saamskich domów sprzed 800-1200 lat. Miały one kamienne obrysy i były znacznie większe i solidniejsze od późniejszych namiotów lavvu.
Cały ten górski obszar nosi saamską nazwę Skárrim i jest krajobrazem kulturowym ukształtowanym przez wielowiekową hodowlę reniferów.
Współczesna zagroda dla reniferów, o tej porze roku pusta, była pierwszym, co zauważyliśmy po zjeździe z drogi. Dopiero potem dojrzeliśmy pierwszą tablicę informacyjną, a na niej mapkę z zaznaczoną trasą do kolejnych.
Przepiękna okolica dosłownie zapraszała, by wejść na ścieżkę. Bodek został przy samochodzie, ja poddałam się przy pierwszym strumyku (czego żałuję), ale nieustraszone dziewczyny przeszły szlak aż do przedostatniego punktu. Dopiero świeży odcisk niedźwiedziej łapy przekonał je, że chyba jednak pora zawrócić.
Potem zatrzymaliśmy się przy trzecim podczas tej wyprawy oznaczeniu koła podbiegunowego, zajrzeliśmy do drewnianej siłowni w Jutis i w końcu dotarliśmy do Arjeplog.
To jedno z najbardziej niezwykłych miasteczek w całej szwedzkiej Laponii. Leży nad Skellefteälven, nad którą przez tydzień mieszkaliśmy w Skellefteå, czekając na naprawę samochodu. Ma niespełna dwa tysiące mieszkańców, a cała duża gmina tylko o tysiąc więcej i jest jednym z najrzadziej zaludnionych miejsc w Europie, za to szczyci się posiadaniem prawie 9000 jezior.
Odwiedziliśmy tutaj świetne Silvermuseet z jedną z największych kolekcji saamskiego srebra oraz ciekawą wystawą dotyczącą historii regionu.
Arjeplog ma też piękny kościół pomalowany na niespotykany w Szwecji różowy kolor. Świątynia stoi na cyplu wysuniętym w jezioro Hornavan (najgłębsze w Szwecji; 221 m). Kiedy ją budowano, w okolicy niemal nie było dróg, a mieszkańcy docierali na msze łodziami lub saniami.
Mimo późnej godziny udało nam się wejść do środka. Mało tego, mogliśmy je podziwiać przez ponad godzinę, bo trafiliśmy na koncert duetu Glenn & Marie. Marie Hörnell zasiadła przy organach piszczałkowych, Glenn Sundqvist zagrał na gitarze elektrycznej. W drewnianym wnętrzu różowego kościoła to zaskakujące połączenie zabrzmiało naprawdę wyjątkowo.
Maria Gonta
Foto Gontowiec Podróżny
Kliknij w wybrane zdjęcie aby powiększyć
Diecezjalne dożynki
Sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej w Rokitnie i Diecezjalne Duszpasterstwo Rolników zapraszają na święto dziękczynienia Bogu za otrzymane plony. Jak ...
<czytaj dalej>Wytchnienie dla opiekunów
Opieka dla bliskich, chwila wytchnienia dla opiekunów. Trwa nabór do programu.
Opieka nad bliską osobą z niepełnosprawnością to ogromne zaangażowanie i ...
<czytaj dalej>Apel o rozwagę
Wysokie temperatury podczas wakacji zachęcają do wypoczynku nad wodą. Niestety, każdego roku dochodzi do wielu tragicznych zdarzeń, którym można było ...
<czytaj dalej>Znów zmiany w okolicach ronda
Przypominamy, że w piątek (31 lipca br.), zostanie wprowadzony kolejny etap organizacji ruchu związany z przebudową ronda Barlineckiego. Jak informuje ...
<czytaj dalej>