
To była jedna z najgłośniejszych historii miłosnych XIX-wiecznej Danii. Ona – Ane Marie Elise Carlsen, primo voto Toft – młoda, bogata i, wbrew zwyczajom, samodzielnie zarządzająca majątkiem po zmarłym mężu (już samo to wystarczało, by wzbudzać zainteresowanie). On – Nikolai Frederik Severin (Duńczycy mówią w skrócie NFC) Grundtvig – starszy o 30 lat i niemal od tyluż lat żonaty, pastor luterański, niezamożny, lecz bogaty w kontrowersyjne idee i dość śmiały w ich głoszeniu. Twórca grundtviganizmu i inicjator uniwersytetów ludowych (folkehøjskoler).
Poznali się, kiedy zaangażowana w ruch odnowy religijnej i społecznej Marie szukała odpowiedzi na wiele pytań. Trafiła na człowieka, który miał ich w nadmiarze. Zaiskrzyło. Przyjaźń przerodziła się w miłość, a kilka miesięcy po śmierci pierwszej żony Grundtviga i sześć lat od pierwszego spotkania – wzięli ślub. Nie uczyniło to jednak pastora bogaczem – intercyza wykluczała wspólność majątkową i dziedziczenie.
Zamieszkali w posiadłości Rønnebæksholm pod Næstved, odziedziczonej przez Marie i od lat przez nią zarządzanej. Grundtvig nie ingerował w sprawy majątku – przeciwnie, uważał żonę za mądrzejszą od niejednego mężczyzny, zarówno w gospodarowaniu, jak i w rozmowach o polityce czy wierze. Z czasem stał się też gorącym orędownikiem roli kobiet w społeczeństwie.
W Rønnebæksholm mógł wreszcie spokojnie pisać swoje hymny (pozostawił ich ponad 1500, wiele śpiewa się do dziś). Aby zapewnić mu warunki do pracy, Marie zleciła budowę niewielkiego pawilonu w parku – miejsca na pisanie i wspólne rozmowy. Nazwała go Venligheden, co trudno oddać jednym słowem: trochę życzliwość, trochę przyjaźń, trochę pokrewieństwo dusz.
Ceglany pawilon przypominający trochę romantyczny zameczek stoi w dworskim parku do dziś, ale ona nie zdążyła się nim nacieszyć. Zmarła krótko przed ukończeniem budowy, po zaledwie trzech latach małżeństwa – wskutek powikłań poporodowych. W pawilonie Grundtvig wygłosił jedynie mowę żałobną.
Po śmierci Marii popadł w depresję. Wyszedł z niej dzięki kolejnemu małżeństwu – z młodszą o 43 lata, również zamożną wdową. I ten związek wywołał skandal, tym razem głównie z powodu różnicy wieku (Grundtviga nazywano „starą świnią”, a Astę kolejnym „wiosennym kwiatkiem”, który wpadł w jego sidła).
Niewielu Duńczyków odcisnęło tak trwały ślad w życiu społecznym i duchowym swojego kraju, jak NFS Grundtvig. Jego uniwersytety ludowe (pierwszy powstał w 1844 r.) nadal inspirują działania stowarzyszeń edukacyjnych w krajach nordyckich, a grundtviganizm – oparty na dialogu, zaufaniu i powszechnej edukacji – jest jedną z cegiełek słynnego duńskiego hygge.
Miał też wyraźne szczęście do bogatych kobiet. Pierwsza żona, młodsza tylko o cztery lata Elisabeth, nie zapewniła mu dostatku, ale wykazała się imponującą cierpliwością przez 33 lata małżeństwa i obdarzyła go trojgiem dzieci. Z Marią był krótko, lecz – jak się uważa – kochał ją najbardziej (mieli jednego syna). Trzecia żona, Asta, arystokratka, była już bardziej opiekunką i mecenasem, ale i z nią doczekał się dziecka (ojcostwo w wieku 77 lat też robi wrażenie). Córeczka otrzymała imiona wszystkich żon Grundtviga – Asta Marie Elisabeth i, oprócz nazwiska ojca, także hrabiowski tytuł swojej matki – Juel-Vind-Frijs.
Planowałam tylko krótką notatkę o Grundtvigu jako wprowadzenie do naszej wizyty w Rønnebæksholm, no i jak zwykle się nie udało. Niektóre postacie mają taką właściwość, że wymykają się skrótom.
Sam majątek także okazał się miejscem wartym powrotu – najlepiej w sezonie, gdy park i ogrody są w pełni zielone. Dwór jest obecnie w remoncie i szczelnie zakryty, więc wyobraźnię wspomagały nam zabudowania gospodarcze, budynek bramny i wspomniany wcześniej Pawilon Grundtviga.
Ogrody także bawią się w chowanego. Grządki wprawdzie przygotowane, ale jeszcze puste – poza jedną, na której coś się nieśmiało zieleni. Z daleka wyglądało to… powiedzmy, intrygująco. Tabliczka szybko sprowadziła mnie na ziemię: Rheum palmatum, czyli rzewień dłoniasty. Roślina lecznicza. Jej sproszkowane korzenie wykorzystywane są w medycynie ludowej, świeże służą do polerowania mosiądzu, a z liści robi się owadobójczy wywar na wgryzkę szczypiorkę zwaną tutaj porremøl (ćma porowa).
Pokrzywione jabłonki w stareńkim sadzie też jeszcze śpią. Zaskoczyły mnie jedynie okazałe jemioły na dwóch drzewkach. Nie widziałam wcześniej, żeby pasożytowały w sadach, ale – jak się okazuje – właśnie taka jabłoniowa jemioła uchodzi w zielarstwie za najcenniejszą. Nawet pasożyty potrafią mieć dobrą prasę, jeśli trafią na właściwe drzewo.
Haralda Toft, córka Marii Grundtvig z pierwszego małżeństwa, wyszła za Petera Colleta, potomka dawnych właścicieli Rønnebæksholm, wnosząc mu majątek w posagu. W rękach tej rodziny posiadłość pozostawała do 1942 r. Od 2021 r. należy do gminy Næstved i pełni funkcje wystawiennicze. Park i ogrody są dostępne bezpłatnie, a to, jak wiadomo, zawsze brzmi zachęcająco.
Maria Gonta
Foto Gontowiec Podróżny
Kliknij w wybrane zdjęcie aby powiększyć
Otwarty piknik nie tylko dla mam
Miasto Gorzów Wielkopolski oraz Lubuski Oddział Wojewódzki NFZ wraz z partnerami zapraszają mieszkańców na wydarzenie profilaktyczne pn. „Silna, zdrowa, świadoma ...
<czytaj dalej>Zmora do odwołania?
„Radny nie może prowadzić działalności gospodarczej z wykorzystaniem mienia komunalnego gminy, w której uzyskał mandat, a także zarządzać taką działalnością ...
<czytaj dalej>O spółce Lubuski Transport Publiczny
Na jakim etapie jest obecnie działalność spółki Lubuski Transport Publiczny? Jakie są szanse na Punkt Utrzymania Taboru w Gorzowie Wielkopolskim? ...
<czytaj dalej>Komunikacja.org odpowiada Marszałkowi
Publikujemy oficjalną odpowiedź stowarzyszenia „Komunikacja.org” z 14 kwietnia 2026 r. na stanowisko Urzędu Marszałkowskiego w sprawie utworzenia dodatkowego lubuskiego punktu ...
<czytaj dalej>