
Wysepka Gavnø jest niewiele większa od Enø. Ma 5,6 km kw. powierzchni, w najwyższym punkcie sięga 8 m (dla porównania Enø – 11 m). Mieszka tu niespełna 30 osób, a całość pozostaje w prywatnych rękach. Największą atrakcją jest rokokowy pałac otoczony starannie utrzymanym parkiem – oba można zwiedzać. Reszta wyspy nie jest dostępna dla osób postronnych.
Administracyjnie Gavnø należy do Næstved i z lądem (czyli stołeczną wyspą Zelandią) łączy ją kamienny most z 1872 r. Już we wczesnym średniowieczu stał tu – podobno piracki – dwór. W XV wieku królowa Małgorzata I (ta, dzięki której książę z Darłowa został królem Erykiem Pomorskim) ufundowała klasztor dla arystokratek. Po reformacji dobra przeszły w ręce prywatne, a dostosowanie budowli do potrzeb życia świeckiego było już tylko kwestią czasu, funduszy i pomysłów kolejnych właścicieli.
W pałacowej kaplicy zachowały się fragmenty wyposażenia z kościoła klasztornego, jednak jej obecny wystrój to dzieło z XVII w. Powstał z inicjatywy żony admirała Nielsa Trolle, która zatrudniła znakomitego snycerza z Næstved – Abla Schrødera Młodszego. Artysta nie szczędził barw ani fantazji. Ławki są tu niezwykle kolorowe, ściany nad nimi zapełnione obrazami biblijnymi, a rzeźbioną ambonę podtrzymuje bezgłowy troll – element herbu fundatora oraz strażnik broniący świątyni przed innymi podobnymi sobie istotami. To ważne odniesienie do lokalnej legendy o trollu z Fladså, którego tak irytował hałas kościelnych dzwonów, że zamierzał zasypać piaskiem całe Næstved.
Największy wpływ na dzisiejszy wygląd rezydencji miał Otto Thott. To on podwyższył pałac o jedno piętro i nadał mu formę żółtego rokokowego cacka. Był też zapalonym kolekcjonerem – pozostawił ponad 1000 obrazów (portrety, sceny historyczne), tworząc jedną z największych prywatnych kolekcji malarstwa w północnej Europie. Jego biblioteka liczyła ponad 120 000 tomów; wiele cennych rękopisów i inkunabułów zapisał w testamencie Bibliotece Królewskiej w Kopenhadze.
Spacer po pałacowych korytarzach, szczelnie wypełnionych rzędami portretów, to osobliwe doświadczenie: wyłupiastookie piękności, pucołowaty Kolumb, filozofowie, artyści, poeci – nie wszystkich łatwo rozpoznać, ale warto próbować (czasami to naprawdę duże zaskoczenie).
Każda z ośmiu pieczołowicie odrestaurowanych komnat opowiada własną historię. Jest wśród nich szary salon adamaszkowy i salon architektoniczny o wyjątkowych zdobieniach. Jest wielka jadalnia z weneckimi stiukami na suficie, kryształowym żyrandolem i szeroką podłogą z sosny pomorskiej, która przez ponad 300 lat była świadkiem wielu królewskich wizyt. Jest też pokój Fryderyka V z oryginalnym łóżkiem, w którym sypiał król.
W pałacowym parku można z powodzeniem spędzić cały dzień. Dzieciaki znajdą zajęcie na placu zabaw, w zagrodzie dla kóz, w parku wspinaczkowym czy też w ogrodzie sensorycznym zwanym Ogrodem Sześciu Zmysłów (De 6 Sansers Have). Koniecznie trzeba się też wybrać na przechadzkę. My, niestety, skróciliśmy ją do minimum z powodu dotkliwego ziąbu.
Tegoroczna wiosna nie rozpieszcza – chłód opóźnił kwitnienie sakur, więc nie zobaczyliśmy różowego wcielenia słynnej, najdłuższej w Danii alei wiśni japońskich. Szkoda, że i na tulipany było za wcześnie, bo ogrody Gavnø słyną z największego w kraju festiwalu tych kwiatów. Na razie rozkwitły nieliczne z nich, na szczęście dopisały żonkile, narcyzy, hiacynty i szachownice cesarskie. Od lipca do października kusi do spacerów różany labirynt, we wrześniu roztacza aromaty królestwo lilii.
Bardzo ciekawiła nas kolekcja zabawek sprzed ponad 200 lat, należąca do baronówny Julii Reedtz-Thott (późniejszej damy dworu królowej Alexandryny). Sporą jej część można oglądać w stojącym w parku domku dla lalek – a cały zbiór liczy co najmniej 3000 eksponatów. Sam domek (Skjærsommer) jest tak duży, że raczej nie zmieściłby się w naszym salonie na dziewiątym piętrze wieży mieszkalnej.
Z zewnątrz wygląda romantycznie, ale do środka zagląda się tylko przez okna (na szczęście ustawiono przy nich schodki). W każdym pomieszczeniu tłum lal: jedne zastygły na sofach i fotelach, inne kołyszą się w rytm nieco dziwnej muzyki, a w kątach pająki uplotły imponujące sieci – trochę bajka, trochę dreszczowiec. Trudno oprzeć się wrażeniu, że po zmroku byłoby tu… jeszcze ciekawiej.
Maria Gonta
Foto Gontowiec Podróżny
Kliknij w wybrane zdjęcie aby powiększyć
Otwarty piknik nie tylko dla mam
Miasto Gorzów Wielkopolski oraz Lubuski Oddział Wojewódzki NFZ wraz z partnerami zapraszają mieszkańców na wydarzenie profilaktyczne pn. „Silna, zdrowa, świadoma ...
<czytaj dalej>Zmora do odwołania?
„Radny nie może prowadzić działalności gospodarczej z wykorzystaniem mienia komunalnego gminy, w której uzyskał mandat, a także zarządzać taką działalnością ...
<czytaj dalej>O spółce Lubuski Transport Publiczny
Na jakim etapie jest obecnie działalność spółki Lubuski Transport Publiczny? Jakie są szanse na Punkt Utrzymania Taboru w Gorzowie Wielkopolskim? ...
<czytaj dalej>Komunikacja.org odpowiada Marszałkowi
Publikujemy oficjalną odpowiedź stowarzyszenia „Komunikacja.org” z 14 kwietnia 2026 r. na stanowisko Urzędu Marszałkowskiego w sprawie utworzenia dodatkowego lubuskiego punktu ...
<czytaj dalej>