
Enø nie jest dużą wyspą. Ma 5 km długości, niespełna 3,5 km kw. powierzchni i 440 stałych mieszkańców. Na jej północnym krańcu leży Enø By – wakacyjne miasteczko z popularną plażą, nieco ponad tysiącem domków letniskowych i sporym kempingiem. Z lądem, a właściwie ze stołeczną wyspą Zelandią i miejscowością Karrebæksminde łączy je zwodzony most o wdzięcznej nazwie Grasshopper, czyli… Most Konika Polnego.
Pomalowany na zielono, z długimi czułkami, naprawdę przypomina gigantycznego owada. Miał nawet „twarz”, tyle że pół roku temu – po mechanicznym uszkodzeniu miedzianego oka – dla bezpieczeństwa trzeba ją było zdemontować. Mam nadzieję, że detale w końcu wrócą na swoje miejsce. Bez nich „konik” trochę traci na uroku.
W Karrebæksminde nie tylko on przyciąga uwagę. Tuż przed wjazdem na przeprawę stoi wielka czerwona kula do złudzenia przypominająca minę morską. Przyznaję się bez bicia – mnie też nie przyszło na myśl, że to… ponad 150-letni kocioł sukienniczy, czyli obrotowy „garnek” do gotowania szmat w ługu.
Wyprodukowano go w 1873 r. i przez lata pracował w papierni w Næstved. Kiedy zakończył karierę przemysłową, nie trafił na złom ani do muzeum, tylko do portu, gdzie został solidną cumą dla barek i większych statków. W nowej roli towarzyszyła mu pięciotonowa kotwica, dziś wyeksponowana na kolejnym rogu ulicy. Stoją tam spokojnie niczym dwaj emeryci z interesującą przeszłością.
Chociaż pełnia żeglarskiego sezonu dopiero przed nami, udało nam się zobaczyć mostowego konika w akcji – kłaniającego się brzegom wyspy. To właśnie podczas jednego z takich ukłonów stracił oko. Przeprawa podniosła się, żeby przepuścić żaglówkę płynącą z któregoś portu w fiordzie Karrebæk na wody Morza Smålandzkiego (Smålandshavet).
To niewielkie i dość płytkie morze jest częścią Bałtyku. Na mapie szukajcie go między wyspami Zelandia, Lolland, Falster i Møn. Ze szwedzką Smalandią – tą od Astrid Lindgren, „Dzieci z Bullerbyn” i psotnego Emila – łączy je wspólny źródłosłów, bo „små lande” to po prostu „małe kraje”. Szwedzka Smalandia powstała w średniowieczu ze scalenia kilkunastu takich regionów, a z duńskiego morza wystaje tu ponad 30 niewielkich wysp.
Im dalej na południe na Enø, tym mniej sklepików i kafejek. Domki stają się bardziej kameralne, a między nimi spacerują sarny, kicają zające i dostojnie przechadzają się bażanty. Najwyraźniej żyje im się tu dobrze, skoro na widok człowieka nie wpadają w panikę, tylko oglądają się zaciekawione.
Tam, gdzie kończy się zabudowa, zaczyna się Enø Overdrev – chroniony obszar słonych łąk i prawdziwy raj dla ptaków. Od Wielkanocy do późnej jesieni wypasane są tu także konie, krowy i owce. Ruch pieszy i rowerowy jest oczywiście dozwolony, ale tylko po wyznaczonych ścieżkach (w okresie lęgowym niektóre z nich są zamknięte).
Maria Gonta
Foto Gontowiec Podróżny
Kliknij w wybrane zdjęcie aby powiększyć
Otwarty piknik nie tylko dla mam
Miasto Gorzów Wielkopolski oraz Lubuski Oddział Wojewódzki NFZ wraz z partnerami zapraszają mieszkańców na wydarzenie profilaktyczne pn. „Silna, zdrowa, świadoma ...
<czytaj dalej>Zmora do odwołania?
„Radny nie może prowadzić działalności gospodarczej z wykorzystaniem mienia komunalnego gminy, w której uzyskał mandat, a także zarządzać taką działalnością ...
<czytaj dalej>O spółce Lubuski Transport Publiczny
Na jakim etapie jest obecnie działalność spółki Lubuski Transport Publiczny? Jakie są szanse na Punkt Utrzymania Taboru w Gorzowie Wielkopolskim? ...
<czytaj dalej>Komunikacja.org odpowiada Marszałkowi
Publikujemy oficjalną odpowiedź stowarzyszenia „Komunikacja.org” z 14 kwietnia 2026 r. na stanowisko Urzędu Marszałkowskiego w sprawie utworzenia dodatkowego lubuskiego punktu ...
<czytaj dalej>