
Karnawał w Putignano to nie tylko zabawa, to historia. A parada alegorycznych platform z ruchomymi figurami z papier-mâché, którą mieliśmy okazję oglądać, to tylko część corocznych obchodów, początkami sięgających XIV wieku i o zaskakująco poważnych korzeniach.
Wszystko zaczęło się 26 grudnia 1384 roku. To wtedy, w obawie przed najazdami Saracenów, relikwie św. Szczepana przeniesiono z nadmorskiego Monopoli w głąb lądu, do Putignano. Do procesji przyłączyli się ze śpiewem i tańcami okoliczni wieśniacy, porzucając na ten czas prace przy tzw. propaggini, czyli zimowym szczepieniu winorośli. Według tradycji, właśnie to wydarzenie uznaje się za symboliczny początek miejscowego karnawału.
Relikwiarz do dziś przechowywany jest w kościele Santa Maria la Greca, a Putignano szczyci się tym, że sezon karnawałowy rozpoczyna najwcześniej we Włoszech – właśnie 26 grudnia, w dzień św. Szczepana. Inauguracją jest Festa delle Propaggini. Startujące od symbolicznego zapalenia świecy w intencji przyszłych "grzechów" karnawału i kończy się występami propagginati – satyrycznych poetów w ludowych strojach. To pełne humoru i lokalnych odniesień popisy słowne i słowno-muzyczne, które oficjalnie otwierają czas maskarad, parad i karnawałowego szaleństwa. Ponoć mieszkańcy Putignano skłaniają się ku stwierdzeniu, że to nie w Ameryce, tylko właśnie u nich narodziło się rapowanie.
Okres od 26 grudnia do ostatniego wtorku karnawału (Martedì Grasso) jest w Putignano czasem przenikania się sacrum i profanum. Najpierw Festa di Sant'Antonio Abate (17 stycznia – dzień św. Antoniego Opata) z tradycyjnym błogosławieństwem zwierząt, potem Festa dell'Orso (2 lutego – Dzień Niedźwiedzia) spleciona z Candelorą, odpowiednikiem polskiego święta Matki Bożej Gromnicznej, a między nimi – karnawałowe czwartki satyryczne poświęcone różnym tematom i grupom społecznym.
Najbardziej spektakularnymi momentami są parady alegorycznych platform. Odbywają się w trzy weekendy poprzedzające Wielki Post oraz w ostatni wtorek przed Środą Popielcową Martedì Grasso. W ostatni poniedziałek karnawału procesja postaci w kapłańskich szatach udzieliła mu ostatniego namaszczenia, kropiąc publiczność wodą z miniaturowych toalet i odczytując jego żartobliwy testament. W finałowy wieczór natomiast rusza kondukt pogrzebowy z "drogim zmarłym" – gigantyczną świnią z papier-mâché. Pozostawiony po jej spaleniu popiół symbolizuje nadejście Wielkiego Postu.
Ogromne figury z papier-mâché można zobaczyć na wielu paradach świata, ale zwykle są statyczne jak piękne dekoracje. W Putignano nie. Tutaj platformy żyją, kręcą się, oddychają, dźwięczą. Całość przypomina ruchomy teatr, w którym każdy detal ma znaczenie, a sceny rozgrywające się na ich pokładach, to nie tylko widowisko – to inteligentny, często bezlitosny komentarz do współczesności.
Od lat wszystkie konstrukcje powstają według jednego motywu przewodniego. W tym roku to "Il Paradosso" (Paradoks) – świat na opak, w którym wszystko może być swoim przeciwieństwem.
Paradę otwiera "MessIA". Mesjasz ery sztucznej inteligencji. Już sama pisownia nie pozostawia wątpliwości. Twórcy mówią wprost: oto paradoks naszych czasów – człowiek oddaje myślenie maszynie, składając własny mózg w ofierze. Narzędzie staje się bóstwem, wiara zamienia się w ślepe posłuszeństwo algorytmowi. Patrząc na ten ogromny, złowrogi wizerunek z napisem "Deus ex machina", trudno nie pomyśleć, jak bardzo to aktualne.
Potem pojawia się "Il Factotum dell'Inconcludenza" (Faktotum niejednoznaczności). Pokazuje świat, w którym robi się wszystko i nie osiąga nic. Politycy wspinają się po niemożliwych Schodach Eschera, a te – w zależności od perspektywy – prowadzą w górę albo w dół. Ruch, hałas, aktywność i zero efektu. Doskonała, choć trochę przerażająca metafora naszych czasów. Warto zapamiętać, że "faktotum" to termin określający osobę zatrudnioną do wykonywania wszelkiego rodzaju prac (w dawnej polszczyźnie mówiło się o kimś takim totumfacki albo sługa).
"L'ultima Corrida" (Ostatnia walka byków) uderza w kolejny paradoks i boli najmocniej, ponieważ bronimy zagrożonych gatunków, adoptujemy zwierzęta, budujemy schroniska, a jednocześnie przymykamy oczy na wodowiska, w których ich cierpienie staje się rozrywką.
"It's my life" (To moje życie) wywołuje gorzki uśmiech. Mówi o wolności wyboru jako najwyższej wartości i jednoczesnym poddawaniu jej setkom zasad, które tę wolność ograniczają. Autonomia w teorii, konformizm w praktyce.
"Cassino Mirage" wciąga w świat iluzji. Wydaje się, że wygrana jest na wyciągnięcie ręki, w rzeczywistości zawsze wygrywa system. Tak samo jak w mediach społecznościowych – nie decydują treści, lecz algorytmy.
"Lo strano caso dell'uomo che diceva di amare" (Dziwny przypadek mężczyzny, który twierdził, że kocha) odwołuje się do historii doktora Jekylla i pana Hyde'a. Pokazuje społeczeństwo, które uważa się za nowoczesne i wyzwolone, a jednocześnie wciąż pozwala, by kobiety ginęły z rąk tych, którzy twierdzą, że je kochają.
I wreszcie "Santissima dei Villeggianti" – Madonna Sezonu Wysokiego ze św. panzerotto (apulijski pieróg) w dłoni, ubrana w spódnicę zszytą z turystycznych kwater. Satyra na masową turystykę, w której sami – jako podróżnicy – musimy się przejrzeć. Czy naprawdę poznajemy miejsca, które odwiedzany? Pielgrzymujemy do popularnych atrakcji, kupujemy pamiątki produkowane wcale nie tam, tylko na Dalekim Wschodzie, a to, co naprawdę lokalne – omijamy dużym łukiem.
Ostatnia platforma "Il draghi non esistono: la disablità è solo negli occhi di chi guarda!" (Smoki nie istnieją, a niepełnosprawność rodzi się w oczach obserwatora!) – bajkowa opowieść przypomina, że to my tworzymy potwory i my tworzymy bariery. Zostawia nas jednak z nadzieją: to, co uznajemy za ograniczenie, często jest tylko konstrukcją naszego spojrzenia.
Karnawał w Putignano bawi, ale jeszcze bardziej zmusza do myślenia. I może właśnie dlatego wraca się stamtąd z czymś więcej niż tylko zdjęciami.
Tekst Maria Gonta
Foto Hanna Kaup
Kliknij w wybrane zdjęcie aby powiększyć