
Dzisiaj wędrowaliśmy po Monopoli i miasteczku Martina Franca. W obu – turystów niewielu (co bardzo nam się spodobało) i pozamykane niemal wszystkie lokaliki, w których chciałoby się coś zjeść (to trochę kłopotliwe). Pogoda też nie do końca była łaskawa, ale to szczegół.
Wizytę w Monopoli rozpoczęliśmy od najchętniej fotografowanego w tym mieście starego portu (Porto Vechio) z zacumowanymi tam niebiesko-czerwonymi łódkami gozzi. Chociaż gozzo (w miejscowym dialekcie vozz) są wizytówką Monopoli, identyczne drewniane łódki o wysokich burtach i intensywnych barwach (bywają też czerwone i zielone), można spotkać w wielu miejscach apulijskiego wybrzeża. Służą głównie do przybrzeżnego połowu ośmiornic i ryb białych, mają od 3,5 do prawie 5 m długości.
Z portu ruszyliśmy oglądać mumie w kościele poświęconym Matce Bożej Wspomożycielce Dusz Czyśćcowych. Niestety, odbiliśmy się od zamkniętych drzwi (tutaj ciekawostka – przemądry tłumacz elektroniczny stwierdził, że Santa Maria del Suffragio to Matka Boża Sufrażystka!).
Najważniejsze, że udało się nam obejrzeć wnętrze katedry Matki Boskiej z Tratwy (Madonna della Madia)
Basilica Cattedrale Maria Santissima della Madia zrobiła na nas ogromne wrażenie. Obecna świątynia pochodzi wprawdzie z XVIII w., powstała jednak na miejscu wcześniejszej, romańskiej, z którą związana jest ciekawa legenda. Jej akcja dzieje się na początku XII w. i związana jest z budową kościoła, a dokładniej z brakiem funduszy na jej dokończenie. Przestój budowlany trwał 10 lat. W końcu miejscowy biskup zwrócił się do wiernych o wsparcie modlitewne i wkrótce jeden z nich doznał objawienia.
Trzy razy z rzędu ukazywała mu się Matka Boska, zachęcając, żeby udał się do portu. Kiedy wreszcie się na to zdecydował, tam gdzie my dzisiaj oglądaliśmy niebieskie gozzi, ujrzał wielką tratwę, na pokładzie której znalazł bizantyńską ikonę Matki Boskiej z Dzieciątkiem. 31 belek z owej tratwy wykorzystano do ukończenia więźby dachowej świątyni, natomiast Matka Boska z Tratwy (Madonna della Madia) została patronką i kościoła, i miasta. Całą tę historię uwieczniono w miejskich kronikach oraz na obrazach w świątyni. Mało tego – w katedrze zachował się do dziś fragment belki z legendarnej tratwy, a po wejściu schodami do kaplicy-sanktuarium nad ołtarzem głównym, można oglądać przepięknie oprawiony obraz Madonny.
Wyjeżdżając z Monopoli trochę kluczyliśmy, bowiem dojechanie do Castello di Santo Stefano nie jest sprawą prostą. Ta ważna strategicznie twierdza została wybudowana przez benedyktynów ok. 1086 r. już poza murami miasta i funkcjonowała przez jakiś czas jako opactwo św. Szczepana. Dlaczego zależało nam, żeby ją zobaczyć, chociaż z góry wiedzieliśmy, że od XIX w. jest własnością prywatną i prawie na pewno do niej nie wejdziemy? Ponieważ tutaj zaczyna się historia karnawału w Putignano, zapoczątkowana przewiezieniem stąd w 1394 r. relikwii św. Szczepana.
Za to Martina Franca przywitała nas walentynkowymi dekoracjami w uliczkach starówki. O miasteczku wiedzieliśmy, że leży na uboczu głównych tras turystycznych i bywa nazywane stolicą baroku Doliny Istrii (Valle d’Istria). Rzeczywiście jest najbardziej barokowe spośród wszystkich, które tutaj widzieliśmy. Szkoda, że pogoda nie pozwoliła nam docenić całego uroku. Perfidna chmura zawisła nad starówką i okolicami (aż ciśnie się na usta pejoratywny synonim nieprzyjemnej choroby łudząco podobny do drugiego członu nazwy). Uliczki stały się niebezpiecznie śliskie i kompletnie nie było się gdzie schować, więc z konieczności ograniczyliśmy się tylko do obejrzenia Bazyliki św. Marcina (San Martino) z XVII w. i odkrywczego spaceru z powrotem do samochodu. Nie wiem, jak to się stało, że tym razem, zupełnie wyjątkowo, nie oznaczyłam na mapie miejsca, w którym zaparkowaliśmy. Ot, taka traperska niespodzianka na miejskich uliczkach. Dobrze, że barokowa starówka nie jest zbyt duża.
Zaintrygowała mnie jednak oryginalna nazwa miasteczka. Okazało się, że pochodzi od Marcina z Tours (patron Martina Franca) i średniowiecznych zwolnień podatkowych (essere franca) przyznanych przez Filipa Andegaweńskiego pierwszym mieszkańcom. To one ukształtowały rozwój miejscowości.
Na zakończenie wrócę jeszcze na chwilę do katedry w Monopoli. Kiedy w XVIII w. rozebrano budowlę, o której mówi legenda i postawiono na jej miejscu nową, barokową, okazało się, że wiejący od morza wiatr jest zbyt uciążliwy dla zdążających na mszę wiernych (ponoć zbyt wysoko podwiewał damom spódnice). Po prawej stronie fasady dobudowano wówczas 33-metrowy mur osłonowy. Stoi na nim 10 z 12 posągów pochodzących z pierwotnej katedry romańskiej (niektóre są zdeformowane od uderzenia pioruna w ołtarz w 1519 r.).
Tekst i foto Maria Gonta
Foto Hanna Kaup
Kliknij w wybrane zdjęcie aby powiększyć
Ważne informacje
W związku z bardzo dużą liczbą deklaracji, które wpłynęły do jednostki Miejskie Odpady Komunalne oraz z uwagi na fakt, że ...
<czytaj dalej>Jak oceniasz lubuską kulturę
Urząd Marszałkowski Województwa Lubuskiego oraz zespół badawczy złożony z pracowników Uniwersytetu Zielonogórskiego zachęca do udziału w badaniu, które jest częścią ...
<czytaj dalej>Rozmowa zamiast milczenia
Rozmowa zamiast milczenia. 23 lutego Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją.
Depresja to jedna z najpoważniejszych chorób cywilizacyjnych XXI wieku. W Polsce ...
<czytaj dalej>Policja wciąż poszukuje
Policjanci prowadzą poszukiwania 26 letniej kobiety - Angeliki Jastrzębskiej.
Ostatni raz widziana była w niedzielę 15 lutego 2026 roku około godziny ...
<czytaj dalej>