





Matera jest tak niewiarygodnie inna od wszystkiego, co do tej pory oglądaliśmy, że obojętnie ile czasu byśmy poświęcili na jej zwiedzanie, i tak będzie go za mało. Wiedzieliśmy, że dla osób z ograniczeniami w poruszaniu się może być trudna, więc z góry zrezygnowaliśmy z dotarcia do wielu atrakcji, w tym do Krypty Grzechu Pierworodnego nazywanej Kaplicą Sykstyńską Sztuki Naskalnej i Grotą Stu Świętych. Postanowiliśmy omijać – oczywiście w miarę możliwości – wszelkie schody prowadzące do dzielnic zwanych Sassi. I co? Wyszło jak zwykle.
Matera – obok syryjskiego Aleppo i Jerycha na Zachodnim Brzegu Jordanu – jest jednym z najdłużej zamieszkanych bez przerwy miast na świecie. Jej najstarsze dzielnice – Sassi di Matera (Kamienie Matery) – z unikatowymi domostwami i ponad 150 kościołami oraz pustelniami wydrążonymi w wapiennej skale – znajdują się na liście dziedzictwa UNESCO (od 1993). Trochę więcej napiszę o niej po powrocie do kraju, dzisiaj tylko zajawka, zaledwie kilka miejsc, jednak jeżeli komuś uda się znaleźć gdzieś książkę Carla Leviego pod wymownym tytułem „Chrystus zatrzymał się w Eboli”, to szczerze polecam. Sama poluję na nią od dawna. Autor opisuje w niej m.in. niezwykle trudne życie w jaskiniowych domach Matery. Gwoli wyjaśnienia – Ebola jest miastem w Kampanii oddalonym od Matery o 170 km. Skoro Jezus dotarł tylko tam, Matera jawi się w książce jako obszar zapomniany nie tylko przez ludzi, ale i przez Boga.
Wiele materańskich atrakcji i lokali gastronomicznych przed sezonem jest jeszcze zamkniętych na cztery spusty, nawet toaleta publiczna w lutym otwarta tylko do 13:00 (i to ogromny kłopot, bo nas potrzeba naszła dopiero później). Na szczęście do Palombaro Lungo udało się wejść i to za darmo (gratisowe bilety dla niepełnosprawnych oraz młodzieży do lat 18; my oczywiście zaliczamy się do tej drugiej kategorii), nawet ulotkę informacyjną otrzymaliśmy w języku polskim.
Palombaro Lungo to przeogromna cysterna na wodę zlokalizowana pod Piazza Vittorio Veneto. Napatrzyłam się wcześniej na fotografie, na których jawiła się niczym przeogromna podziemna katedra i rzeczywiście tak wygląda. Ma18 m głębokości, 50 m szerokości i ściany pokryte znaną już od czasów rzymskich wodoodporną zaprawą wapienną zwaną cocciopesto. 84 ażurowe schody prowadzą niemal na jej dno, potem trzeba po nich wrócić na powierzchnię.
Zachwyciła nas też położona w najwyższym punkcie miasta katedra (Basilica Cattedrale di Santa Maria della Bruna e Sant’Eustachio). Wchodziliśmy do niej przez muzeum diecezjalne, co było dobrą decyzją, bo po pierwsze mogliśmy przy okazji obejrzeć ciekawe eksponaty (w tym relikwiarze, wejście do krypty św. Eustachego i część fresków skutych ze ścian skalnego kościoła Santa Maria de Idris), a po drugie – wchodząc przez zakrystię – podziwialiśmy przez szklaną podłogę resztki wcześniejszych budowli z bizantyńskimi freskami (obszar ten nie jest dostępny przy bezpłatnym wejściu przez katedralne wrota). Wnętrze świątyni pyszni się przebogatym barokiem, natomiast styl architektoniczny całej budowli określany jest jako apulijsko-romański (mimo że Matera leży już w Bazylikacie, regionie z Apulią sąsiadującym).
Skoro oglądaliśmy freski z kościoła Madonny de Idris, wypadało wspiąć się i do niego, podziwiając po drodze niesamowite widoki. Przy okazji przewędrowaliśmy spory kawałek drogi krzyżowej przedstawionej w „Pasji” Mela Gibsona. W uliczkach Matery trzeba kręcić głową dookoła (przydałyby się umiejętności sowy) i patrzeć jednocześnie pod nogi. Wrażenia trudno opisać słowami i zwyczajnie muszę je sobie jeszcze poukładać, dlatego zabieram Was teraz do innego miasta, które odwiedziliśmy, wracając do Bari.
Tym miastem jest Altamura znana w Apulii, a może i w całych Włoszech, z czterech rzeczy:
– z chleba Pane di Altamura (nazwa chroniona) – udało nam się kupić ostatni bochenek (jutro powiem, jak smakował) w najstarszej piekarni miejskiej działającej w tym samym miejscu od XIV w. i używającej ciągle tego samego pieca chlebowego. To Antico Forno Santa Caterina dal 1306;

.jpg)
– z krużganków ma starówce (Claustri Altamurani), które tak naprawdę nie są krużgankami, tylko zamkniętymi zaułkami (dziedzińcami), odchodzącymi w obie strony od wąskich uliczek, tworząc specyficzny układ urbanistyczny niespotykany w innych miastach. Budowane były od XIII w. przez osadników z różnych grup etnicznych (Arabów, Greków, Latynosów, Żydów) i różnią się między sobą architekturą. W obrębie starego miasta jest ich 80;
– z odnalezionego w 1993 r. w jaskini Lamalunga koło Altamury kompletnego szkieletu neandertalczyka, który wpadł do jej wnętrza. Jest to najbardziej kompletny pojedynczy szkielet człowieka kopalnego, jaki udało się znaleźć. Nazwano go Człowiekiem z Altamury. Niestety, muzeum przy jaskini Lamalunga było już zamknięte;
– i z pokonania za pomocą lokalnych wypieków chlebowych słynnej amerykańskiej sieci fast foodów (otwarty w 1999 r. McDonald nie wytrzymał konkurencji chleba i focaccii, i do dziś nie ma tu swojej placówki).
Do bardzo ciekawych miejsc w Altamurze dodałabym jeszcze katedrę Santa Maria Assunta. Jej misternie zdobiony portal wejściowy jest zachwycający, a i wnętrze odznacza się urodą. Delikatnie sączącą się muzyka dopełnia wrażenia. Spokój, cisza – tego nam było trzeba na zakończenie wyjątkowego dnia.
Maria Gonta
Foto Hanna Kaup
Foto Maria Gonta
Kliknij w wybrane zdjęcie aby powiększyć

| « | marzec 2026 | » | ||||
| P | W | Ś | C | P | S | N |
1 | ||||||
2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
30 | 31 | |||||







