
Poprzednia noc nie należała do najlepszych. Chociaż spędzaliśmy ją w najprzyjaźniejszym z możliwych miejscu, emocje całego dnia nie dawały spokojnie zasnąć.
Odstawienie namiotu w bezpieczne miejsce, gdzie poczeka, aż po niego wrócimy i odwiezienie przyczepki z powrotem do Esbjerga, to dodatkowe 600 km (z kawałkiem) trasy, ale mamy to już za sobą.
Jazda też trwała nieco dłużej, ponieważ dopuszczalną prędkość dla przyczepki określono na 80 km/godz., no i wiatr mieliśmy tym razem prosto w nos.
Ostatecznie nie zobaczyliśmy żadnej z zaznaczonych na naszej mapie atrakcji Esbjerga, kiedyś zresztą już tu byliśmy, więc jest szansa, że znowu wrócimy.
Drogę powrotną rozłożyliśmy sobie na dwa etapy, bukując zawczasu nocleg na kempingu niedaleko Flensburga, już w Niemczech. Przepiękne Ribe minęliśmy tym razem bokiem. Miasto odwiedzaliśmy już co najmniej trzykrotnie, bardzo warto spędzić w nim co najmniej kilka godzin.
Na południe jechaliśmy boczną drogą wzdłuż brzegu Morza Wattowego i szerokiego pasa pól marszowych. Samo Morze Wattowe (po duńsku Vadehavet), obejmujące tereny południowo-zachodniej Danii, północnych Niemiec i Holandii, to wyjątkowa strefa przybrzeżna Morza Północnego, której warto poświęcić osobny wpis (obiecuję).
Równie interesujące są pola marszowe, będące połączeniem zmeliorowanych łąk i pól z solniskami, osuchami i nadmorskimi mokradłami - rozległe, płaskie, z ciekawym systemem budowli hydrotechnicznych, pasącymi się stadami owiec i krów, z mnóstwem ptaków i słynnym zjawiskiem sort sol (czarne słońce), w którym setki tysięcy szpaków tańczą o zachodzie słońca wspólny magiczny taniec na niebie.
Zbudowaną cztery lata temu (2021) spiralną wieżę widokową Mårsk Tårnet oraz pobliski "złoty" kemping również minęliśmy szerokim łukiem (złotym nazwaliśmy go na własny użytek z uwagi na ceny za nocleg przekraczające nawet 1.000 DKK), ale nie odmówiliśmy sobie odwiedzenia Højer, z którym wiążą nas sentymentalne wspomnienia. Stamtąd - drogą najboczniejszą z bocznych - dotarliśmy do granicy z Niemcami.
Przekraczaliśmy ją w Rudbøl. To malownicza i bardzo ciekawa wioska, dosłownie stykająca się z niemiecką wsią Rosenkrantz. Granica biegnie środkiem drogi. Mieszkający po jej wschodniej stronie znajdują się w Niemczech, po zachodniej - w Danii.
Tylko 70 km dzieliło to miejsce od naszego wczorajszego celu. Dotarliśmy tam bardzo urokliwą boczną trasą.
Treene Camp Horn w Esperstoft to zabawny, nieduży kemping z domkami na kółkach, które kiedyś były budowlanymi barokowozami, a teraz przeżywają drugą młodość. Nie jest tu luksusowo, ale bardzo czyściutko, spokojnie i niedrogo. Toalety, łazienki, prąd, kajaki (kemping nad rzeką Treene), wielki namiot ze stołami, miejsce na ognisko, zamykane grille, boisko do siatkówki - wszystko, czego dusza zapragnie. Nam się podobało.
Spaliśmy w ośmioosobowym przypominającym wagon drewnianym domeczku, w którym zmieściły się tylko cztery piętrusy i niewielki trzypółkowy stolik. Stojący naprzeciwko namiot imprezowy, posłużył nam za kuchnię. Cisza nocna od 22:00 do 6:00 absolutnie przestrzegana (jest system kar finansowych). Prawdziwie pruski dryl.
Maria Gonta
Foto Gontowiec Podróżny
Kliknij w wybrane zdjęcie aby powiększyć
Wyprzedzamy Zieloną Górę
Gorzów Wielkopolski po pierwszym tygodniu rywalizacji o Puchar i tytuł Rowerowej Stolicy Polski jest liderem w kategorii miast liczących od ...
<czytaj dalej>Ocena atmosfery i organizacji pracy w CEZiB
Przeprowadzone wśród pracowników Centrum Edukacji Zawodowej i Biznesu badanie dotyczące atmosfery, organizacji pracy i komunikacji pokazuje, że szkoła jest postrzegana ...
<czytaj dalej>Boże Ciało i pielgrzymowanie
W najbliższy czwartek 4 czerwca Kościół obchodzi uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa popularnie nazywaną świętem Bożego Ciała. Tego dnia ...
<czytaj dalej>Podpisali umowę na kolejową S3
Kostrzyn nad Odrą. Ta łącznica to kolejowa S3 – zapewnia urząd marszałkowski.
Choć to proces na lata, ważne, że się w ...
<czytaj dalej>