
Opuściliśmy już wybrzeże Bałtyku. Od wczoraj poruszamy się wzdłuż brzegu Morza Północnego.
Dzień rozpoczęliśmy od wędrówki w deszczu po duńskiej Saharze i to w sumie nie najgorszy pomysł. Piasek nie jest tak sypki, więc teoretycznie łatwiej się wspinać na wydmy. My (państwo dziadostwo) przegraliśmy jednak z teorią i wycofaliśmy się w końcu na z góry upatrzone pozycje, ale najmłodsze uczestniczki wyprawy nie dały za wygraną.
Råbjerg Mile to przecież nie byle co, tylko jedna z największych ruchomych wydm w Europie. Jest wysoka na 40 m i przesuwa się rocznie o kilkanaście metrów. Podobną wysokość mają nasze Łebskie Wydmy, są jednak wolniejsze, bo rocznie przemierzają kilka metrów.
Głównym punktem dnia było niewątpliwie Nordsøen - Oceanarium Morza Północnego w Hirshals. To największe europejskie oceanarium powstało w 1984 r. i można sobie w nim uchodzić nogi. Chociaż słynna, ważąca prawie dwie tony ryba Mola mola (po naszemu samogłów, a po duńsku klumpfisk), którą bardzo chcieliśmy zobaczyć, zeszła już z tego świata, to pozostałe atrakcje nie zawiodły. Szklany tunel pod basenem z fokami jest niesamowity, ale pokazy ich karmienia - znacznie ciekawsze w Fokarium na Helu.
Po kilku godzinach spędzonych w oceanarium ruszyliśmy dalej. Najpierw jedna z najpiękniejszych latarni morskich - Hirshals Fyr - położona bardzo malowniczo i otoczona całym systemem przeróżnych schronów.
Potem Mårup kirke, a właściwie miejsce po stojącym na wysokim klifie kościółku z 1200 r., który został rozebrany w latach 2008-2015. Dziś pozostał tylko fragmencik przykościelnego cmentarza z ustawionymi w lapidarium.
Z tego duńskiego Trzęsacza roztacza się niesamowity widok na klify i latarnię morską Rubjerg Knude. Wybudowano ją w 1899 r. w odległości 200 m od brzegu, jednak erozja klifu postępowała tak szybko, że w 2019 r. zdecydowano się przesunąć ją na specjalnych szynach w głąb lądu. Szacuje się, iż do 2050 r. nic jej nie zagraża. Co dalej? Może znowu zostanie przesunięta? W końcu to niezła atrakcja turystyczna.
W dodatku można tam sobie za 40 duńskich koron (dzieci płacą 20 DKK) zafundować atrakcję dodatkową. Jest nią jazda po muldach traktorowozem o nazwie Knuden. Lepsza od rollecoastera! I jeszcze te wylegujące się na drodze owce. Traktor podwozi do podnóża wydmy i wraca po 40 min. To czas wystarczający na wspinaczkę, wejście na latarnię i powrót do miejsca, skąd znowu ruszycie w niezapomnianą trasę.
Niezbyt daleko od latarni warto zobaczyć pozostałości średniowiecznego Rudbjerg gamle kirke (stary kościół Rudbjerg). Pośród zarośniętych wydm stoi tam fragment ściany, a wśród niewielu zachowanych nagrobków warto odszukać ten należący do Willuma Hansena z błędnie wykutą datą śmierci 31 kwietnia. Pozostała taka, ponieważ za jej poprawienie kamieniarz zażądał od wdowy zbyt wysokiej zapłaty.
Mieliśmy już zaplanowany nocleg na farmie odległej stąd o zaledwie kilkanaście kilometrów, więc zjechaliśmy jeszcze Fredkiem nad sam brzeg morza. Tak, tutaj wolno jeździć samochodem po plaży. Piasek jest wyjątkowo zbity.
Dziś ruszamy dalej i z pewnością kawałek trasy pokonamy właśnie plażą.
Maria Gonta
Foto Gontowiec Podróżny
Kliknij w wybrane zdjęcie aby powiększyć
Pomoc Ukrainie i odpust zupełny
W związku z dramatyczną sytuacją na Ukrainie, w odpowiedzi na apel abp. Tadeusza Wojdy, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, bp Tadeusz ...
<czytaj dalej>Fascynujące życie równolatków Gorzowa utrwalone przez red. Hannę Kaup
Gród nad Wartą założony 2 lipca 1257 roku przez Alberta de Luge funkcjonował jako Landsberg nad Wartą do 30 stycznia ...
<czytaj dalej>Miasto odpowiada protestującym pracownikom
Miasto poinformowało dziś o oficjalnej odpowiedzi na petycję skierowaną przez pracowników administracji i obsługi gorzowskich szkół i przedszkoli. Dokument ten ...
<czytaj dalej>O problemach demograficznych województwa
Co dziesiąty mieszkaniec lubuskiego to obcokrajowiec. Większość to obywatele Ukrainy, którzy tu płacą podatki. Zasilają rynek pracy i są potencjałem ...
<czytaj dalej>