środa 16 stycznia 2019     Marceli, Włodzimierz, Bernard
eGorzowska - internetowy dziennik Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej

szukaj    szukaj szukaj
« powrót
Życie ciekawsze niż książka (4)
eGorzowska - 9017_zFABX3eeVdiadKahzuMM.jpg

Rozmowa z założycielem i pierwszym kierownikiem oddziału anestezjologii i intensywnej terapii w gorzowskim szpitalu Jackiem Zajączkiem.

Pierwszą część przeczytasz tu: http://www.egorzowska.pl/pokaz,czlowiek,9014,

Część drugą przeczytasz tu: http://www.egorzowska.pl/pokaz,czlowiek,9015,

Część trzecią przeczytasz tu: http://www.egorzowska.pl/pokaz,czlowiek,9016,


PRZYSTANEK: HOSPICJUM

Ile lat przepracował pan w naszym szpitalu?
- Od 1986 do 2009 albo 2010.

W międzyczasie, pod koniec 2008 r. został pan kierownikiem Hospicjum Św. Kamila.
- Jakoś tak to było. Po namowie kolegi Gwozdowskiego, który tam się bardzo angażował. Zacząłem chodzić tam na dyżury, może w 2000 czy w 2001.

Z własnej potrzeby?
- Najpierw z ciekawości, a później to już była potrzeba. Ja w pewnym okresie zacząłem sobie zdawać sprawę, że w wielu sytuacjach ta moja intensywna terapia staje się uporczywą i czasami bardziej krzywdzi tych ludzi niż pomaga. Przynajmniej ja tak to odbierałem. Natomiast tu widziałem chorych u schyłku swojej drogi, którzy potrzebowali zupełnie czego innego i to mnie jakoś pociągnęło. Już też widziałem, że chyba w tym szpitalu jakoś taki czuję się wypalony. To był pomysł siostry Michaeli, którą bardzo szanowałem, ceniłem i szanuję, ale niestety, odeszła do tego swojego Wilna, żebym wszedł na jej miejsce. Ale ja tamten czas traktuję jako lata ciemne i nic nie pamiętam. Niestety, nie zachowałem dobrych wspomnień i nie będę wchodził w szczegóły. Powstały konflikty międzyludzkie, z którymi sobie nie umiałem poradzić. I po roku podziękowałem.

Był pan w hospicjum wileńskim?
- Zawsze chciałem tam być, ale nie byłem. To jest specyficzna sprawa, bo stosunek Litwinów do Polaków jest coraz gorszy. A myślę, że jeszcze na początku lat 90., to jakoś było. Nie wiem, czy małe narody tak muszą bronić swojej tożsamości? Nie wiem. Nie rozumiem tego. Bo nie traktujmy się też jako niosący cywilizację do Litwy prawie jak Amerykanie Indianom, ale w końcu to na unii wyrosła Litwa i cywilizacyjnie też. Bo gdyby nie unia i powiedzmy Jagiełło, i Jadwiga Andegaweńska, nie wiadomo, kiedy byłby uniwersytet w Wilnie. Jednak korzenie są. Sama Litwa też była niejednolita i nie rozumiem tego ich strasznego nacjonalizmu.

Wróćmy jednak do samego człowieka. Do potrzeby, którą otrzymuje w hospicjum - obojętnie którym. Mówmy o idei. Był taki czas, że hospicja traktowało się jako umieralnie. Pan podziela to stanowisko?
- Nieeee. Ja mógłbym tak też powiedzieć o oddziałach intensywnej terapii. Jeśli tam jest powiedzmy od 30 do 50 proc. śmiertelności, co wnika z różnych powodów, m.in. poprzez kwalifikowanie do intensywnej terapii pacjentów nieuleczalnych. Wielu z tych pacjentów ze schyłkową niewydolnością płuc czy schyłkowymi ubytkami neurologicznymi powinno się znaleźć w hospicjum. Jedna jest moim zdaniem przyczyna, że tak się mówiło: hospicja w swoim początku były nastawione na chorych nowotworowo. Z różnych to się stało przyczyn, ale zawsze byłem zdania, że nieuleczalny nowotwór nie jest jedynym źródłem cierpienia nieuleczalnie chorych. Zresztą, to powinna być znacznie szersza grupa. Bo weźmy inne schyłkowe choroby, głównie neurologiczne, to zostało jakby wycięte. Najpierw przez ojców założycieli, że przede wszystkim nowotwory to są największe cierpienia. A potem przez system, bo jeśli chodzi o hospicja dorosłych, to lista chorych nienowotworowych, których można by tam przyjąć, to są pojedyncze przypadki. Niemniej uważam, że jest cała grupa chorych, którzy powinni być objęci opieką hospicyjną nie tylko z powodu nowotworów. Ale oni tam nie trafiają, nawet raz z powodów funduszowych, bo fundusz określa, jakie jednostki chorobowe i rozpoznania mogą być skierowane; drugie: że lekarze nie chcą powiedzieć wprost, że na tym etapie, to już nie ma nic, tylko taka opieka, żeby nie bolało, żeby nie było duszno.

To z pewnością nie jest łatwe zadanie, powiedzieć komuś, że nie ma nadziei...
- Nie wiem, czy to ma źródło w zeświecczeniu społeczeństwa. Niedawno czytałem biografię amerykańskiego generała z XIX w. I on jest tam ciężko ranny. Jest wojna secesyjna, nie ma antybiotyków, stan się początkowo poprawia, a potem pogarsza. I jego żona po rozmowie z lekarzami przychodzi do niego ze słowami: "Doktór mi powiedział, że jeszcze dzisiaj staniesz przed Bogiem". Który z nas lekarzy ma taką odwagę powiedzieć - już nie choremu - a jego rodzinie, że nie ma drogi? Mało tego. Jedna rzecz to opór moralny w takiej sytuacji, a druga - obawa przed oskarżeniem o zaniechanie. Bo o to bardzo łatwo. Wie pani, ja czytałem mnóstwo opinii, najbardziej mnie zszokowała opinia lekarska w sprawie ponad 90-letniej pacjentki, która doznała udaru i nie była reanimowana. I biegły lekarz napisał, że niepodjęcie reanimacji oznaczało, że pozbawiono ją jedynej szansy na uratowanie jej życia. Wie pani, to tylko rwać włosy z głowy. Bo to nie był młody człowiek. To była 90-kilkuletnia kobieta. Jaki potencjał regeneracyjny jest w 90-kilkuletnim organizmie? Nawet jeżeli to serce podejmie czynność? Ale wie pani, ja rozumiem lekarzy. Ja sam bym się bał. A potem powiedzą: "O, o, bo gdyby on wziął tego pacjenta na intensywną terapię, zastosował respirator, dializę, wspomagane krążenie, to przecież można było wszystko uratować"...

CUD NARKOZY, PRZEKLEŃSTWO EUTANAZJI
Panie doktorze, w związku z pracą, którą wykonuje pan od tylu lat, z tak licznymi doświadczeniami w ratowaniu ludzkiego życia ma pan własną definicję cudu?

- Nie.

Jako pojęcie istnieje. Widział pan cuda?
- W medycynie nie.

Ale...
- No czytałem o cudach, ale na własne oczy nie widziałem. Jeżeli chodzi o takie rzeczy, to ja stawiam się w roli Tomasza, który musi włożyć rękę w ranę, by uwierzyć. A to, co tam pokażą mi w telewizji, za szybką...

Przed kilkunastoma laty, kiedy młoda dziewczyna została potrącona na skrzyżowaniu Sportowej, pan powiedział, że właściwie niezbadane są możliwości regeneracji organizmu i w tym sensie można oczekiwać jakiegoś cudu.
- Tak, to można przyjąć w pewnym ograniczeniu, bo też to nie może być organizm 90-kilkuletniej kobiety. Natomiast, jeśli chodzi o centralny układ nerwowy młodych ludzi w wieku rozwojowym, to czasami można dać się zaskoczyć. Bo wziąwszy pod uwagę zakażenia, ciężkie, sepsy, z którymi mamy do czynienia. Są chorzy, których leczymy zgodnie ze sztuką, podajemy antybiotyki, wszystko zgodnie z posiewami i nie udaje się. Jest grupa chorych, u których zdaje się, że cokolwiek nie zrobimy, będzie ten koniec. O niedawno - jeżeli pani pyta - nie będę rzucał nazwisk, tego doświadczyłem w Drezdenku. Jedna z naszych koleżanek lekarek zapadła w taką sepsę, że wydawało się, że nie można jej uratować. A ona teraz sobie chodzi, jeździ na wizyty. A jakby wziąć te obiektywne parametry, to powinna się...

Z pańskiego punktu widzenia, jakie jest największe osiągnięcie medycyny?
- To jest bardzo trudne pytanie. Moim zdaniem - nie chcę tego powiedzieć z punktu widzenia mojej specjalizacji - ale największe osiągnięcie medycyny dla mnie polega na tym, że wymyślono kiedyś coś takiego jak narkoza. Bez tego nic by nie było. Ja już nie mówię o tych intensywnych terapiach, antybiotykach, bo teraz znowu się okazuje, że te antybiotyki to jest ślepa ścieżka, że są już bakterie odporne na wszystko. Natomiast to jest zdumiewające, bo trochę poczytałem historii medycyny i okazuje się, że już w XVI w. były obserwacje, które by umożliwiły stosowanie narkozy, tylko zawsze musi być ktoś, kto wyciągnie wnioski. Bo eter już znano w XVI w. Niejaki Paracelsus napisał, że jak kury dziobały ziarno nasączone eterem, to zasnęły, a potem się obudziły. I to tak sobie leżało 400 czy 300 lat. Także te korzenie sięgają bardzo daleko. Po prostu trzeba człowieka, który coś zaobserwuje. Ale wydaje się, że nie byłoby żadnej transplantologii, nie byłoby żadnej chirurgii bez tego. I nie byłoby postępu w medycynie.

A ten drugi biegun, czyli zło w medycynie?

- Wprowadzenie procedury eutanazyjnej. Ja rozumiem eksperymenty na człowieku - to drugie największe zło - ale najgorsze było wprowadzenie eutanazji. Wiem, że jakaś grupa odbiorców powie, że wymyślenie aborcji. Ja tak nie powiem, bo aborcji nie wymyśliła medycyna. Aborcję wymyślił lud. To się odbywało na etapie przedmedycznym. Natomiast zło w medycynie to eutanazja i na pewno eksperymenty na człowieku. Pobieranie narządów skazańcom. A to muszą robić lekarze. Przecież tego nie zrobi strażnik więzienny. On nie wyjmie serca ani nerki. Oczywiście, ja sobie nie wyobrażam w moim czy w naszym kręgu cywilizacyjnym takiego lekarza. Ale to jest na świecie. Teraz ponoć ograniczyli, ale bywało tak w Chinach. W naszym kręgu cywilizacyjnym jest czynna eutanazja. Czasami sobie w pracy okropnie żartujemy, mówiąc: "To sprowadźmy ekipę z Holandii". Ja sobie tego nie wyobrażam, ale moi koledzy, którzy wyjeżdżali właśnie do Holandii w latach 80. na saksy - to było wtedy modne - opowiadali, że widzieli i to często, że nie zawsze to dotyczyło chorych w schyłkowym okresie choroby. Kolega widział, jak facet sam szedł do takiego pokoju. Nie trzeba go było tam zawozić. On po postu uznał, że jego życie już nie ma jakości i jakoś przekonał komitet. "Wiesz, to jest tak, że przychodzi pastor z biblią, coś tam przeczyta i puszczają mu to" - opowiadał...

Pójdźmy w innym kierunku. Ma pan świadomość, ilu ludziom darował pan życie?
- Nie. Nikt tego nie liczy. Po pierwsze medycyna to nie są już czasy, jak to Pasteur wstrzyknął szczepionkę na wściekliznę i wyleczył czy zapobiegł. To zawsze są osiągnięcia zespołowe. To nigdy nie jest jeden człowiek. Oczywiście, można byłoby prowadzić jakiś tam dzienniczek, tylko dzienniczki mają jedną niedobrą właściwość. Bo jakby go uczciwie prowadzić, to trzeba by napisać o tych, którym sie pomogło i o tych, którym się zaszkodziło. A powiem, że w życiu każdego lekarza, w moim też - i to jest ten ciężar, który trzeba nosić - jak dzisiaj popatrzę retrospektywnie, wiem, że to źle zrobiłem, to źle rozpoznałem, to trzeba było zrobić tak, to trzeba było zrobić inaczej i że nie zawsze się pomaga. Nie ma 100 proc. wyleczalności w medycynie. Zawsze mówię, że medycyna tylko w podręcznikach jest łatwa, a w życiu nie. Życie jest zawsze bogatsze niż książka.

Dziękuję.

Tekst i foto Hanna Kaup


25 grudnia 2018 09:25, admin ego
« powrót
Dodaj komentarz:

Twoje imię:
 
Zmiany w Karcie Dużej Rodziny
MRPiPS przesyła informacje ws. Karty Dużej Rodziny. Spore zmiany w Karcie Dużej Rodziny. Od 1 stycznia 2019 r. upoważniająca do wielu ... <czytaj dalej>
Ratujmy Sobieskiego!
- czyli do Jacka Wójcickiego wołanie o pomoc
Pojawił się kolejny apel do prezydenta Jacka Wójcickiego. Tym razem w imieniu młodzieży Technikum nr 8 w Gorzowie ‎przesłała go ... <czytaj dalej>
Przebudowa Kazimierza Wielkiego
W najbliższy poniedziałek (7 stycznia 2019) rozpocznie się przebudowa ul. Kazimierza Wielkiego. Wykonawca w pierwszym etapie będzie prowadził roboty na ... <czytaj dalej>
Przywrócenie ruchu na Chrobrego
W związku z zakończeniem robót na wschodniej połowie skrzyżowania przy katedrze wykonawca przebudowy ul. Sikorskiego planuje w nocy z piątku ... <czytaj dalej>
Przeglądaj cały katalog lub dodaj swoją firmę

Zmiany w Karcie Dużej Rodziny
MRPiPS przesyła informacje ws. Karty Dużej Rodziny. Spore zmiany w Karcie ... <czytaj dalej>
Roma w Meksyku
"Roma" to dzielnica Meksyku i film, który opowiada historię pracującej ... <czytaj dalej>
Awaria usunięta
Wielospecjalistyczny Szpital Wojewódzki informuje, że awaria aparatu RTG została usunięta. O ... <czytaj dalej>
Przerwanie reformy niczego nie naprawi
Mamy odpowiedź w sprawie petycji prezes gorzowskiego oddziału Związku Nauczycielstwa ... <czytaj dalej>
Kalendarium eventów
« styczeń 2019 »
P W Ś C P S N
 
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
   
dodaj: imprezy@egorzowska.pl
Mała wielka sprawa
eGorzowska - adminfoto_hanna.jpg
Hanna Kaup:
Minuta ciszy, znicze i... NIC
W takiej sytuacji dopada mnie czerń. Kiedy ktoś odchodzi nagle, w wyniku ataku szaleńca, dopada mnie czerń. Wylewa się na myśli i paraliżuje działania. Co robić? Co dalej? Jak potoczy ... <czytaj dalej>

Wsiąść do pociągu nie byle jakiego
Chcesz jeździć pociągiem, który ma nazwę? Wymyśl ją. Urząd Marszałkowski <czytaj dalej>
O Laur Niepodległej
Miejskie Centrum Kultury w Gorzowie zaprasza do udziału w międzywojewódzkim <czytaj dalej>

aktualnie nie ma żadnej czynnej sondy
Robisz zdjęcia? Przyślij je do nas foto@egorzowska.pl
eGorzowska - ndianin.jpg
Hanna Kaup:
Wieczór z Karin Wolf
Jesienny Salon Literatury i Jazzu na Pograniczu. Kolczyk Karin Wolf ... <czytaj dalej>
Marek Z. Piechocki:
"Epatować emanacją" x3
„Słownik wyrazów obcych i trudnych” Andrzeja Markowskiego i Radosława Pawelca ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
SMS elementem komunikacji i budowania relacji

Mieszkaniec przeciętnego polskiego miasta wychodząc z domu, słyszy dźwięk przychodzącego ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Edukacja w kampanii wyborczej

Kolejne boisko szkolne nic nie zmieni dla przyszłości naszych dzieci. ... <czytaj dalej>
Blogujesz? Rób to lokalnie!
Wystarczy jedno kliknięcie w egoBlog
Masz problem?
Napisz do eksperta egoEkspert
Żadna sprawa nie zostanie bez odzewu. Daj znać na eGo Forum
Anonim_3475:
Pani Redaktor jestem już starym człowiekiem, jednak to co niesie nam teraźniejszość to pokłosie złego wychowania i bezkarności. Nie ma już au <czytaj dalej>
Anonim_7434:
boby sie zastanowil co mu grozi za wystepek ktory zamierza podjac. i reka by mu zadrzala. <czytaj dalej>
Anonim_7434:
wprowadzenie kary smierci dla tego typu bandytow uchroniloby normalnych ludzi przed takimi zwyrodnialcami <czytaj dalej>
Anonim_2658:
Gdzie te panienki z brukseli się pochowały ? <czytaj dalej>
Anonim_3475:
Tysiąc szkół na tysiąclecie padnie jak mi Bóg miły. Niech nam wytłumaczą po co te roszady, przenosiny, likwidacje. Komu mają przynieść korz <czytaj dalej>
 
eGorzowska.pl - e-gazeta Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej