wtorek 22 stycznia 2019     Anastazy, Wincenty, Wiktor
eGorzowska - internetowy dziennik Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej

szukaj    szukaj szukaj
« powrót
Życie ciekawsze niż książka (3)
eGorzowska - 9016_3GdSSuDVkOoI2Tna32Q2.jpg


Rozmowa z założycielem i pierwszym kierownikiem oddziału anestezjologii i intensywnej terapii w gorzowskim szpitalu Jackiem Zajączkiem.


Początek rozmowy przeczytacie tu: http://www.egorzowska.pl/pokaz,czlowiek,9014,

Część drugą przeczytacie tu: http://www.egorzowska.pl/pokaz,czlowiek,9015,

DOŚWIADCZENIE, PEWNOŚĆ SIEBIE, ZWYCIĘSTWA I KLĘSKI

Pamięta pan sytuacje, z którymi się pan zmagał, gdy wydawało się, że nie ma szans, a jednak zdarzył się jakiś cud?
- Zdarzały się takie. Pamiętam jeszcze ze Szczecina dwa przypadki. Jeden młodej chorej z ciężkim urazem wielonarządowym w wypadku komunikacyjnym. Pamiętam pacjentkę, która bezpośrednio po porodzie dostała zatoru tętnicy płucnej. Leczyliśmy ją fibrynolizą i niestety, w skutek pomyłki laboratoryjnej doszło do przedawkowania tych fibrynolityków. Zostałem wtedy wezwany do szpitala. Udało się z pomocą kolegi internisty, który obejrzał te wyniki, zadzwonił do laboratorium i zadał jedno pytanie: "Słuchajcie dziewczyny, a gdzie tu w jej krzepnięciu jest ten fibrynogen? Dlaczego tutaj nie podajecie wartości fibrynogenu". A one mówią, że fibrynogenu nie ma u tej pacjentki, więc nie ma co krzepnąć. I ona by się wykrwawiła. To celne pytanie, którego ja sobie nie zadałem, a on zadał i była umożliwiona właściwa reakcja. Tę dziewczynę wyciągnęliśmy drugi raz prawie z przedsionka św. Piotra. Tego było trochę, ale jestem już w takim wieku, że raczej się pamięta wczesne dzieciństwo. Jakby pani mnie spytała, jak uciekaliśmy z bratem na Wawel, to bym opowiedział ze szczegółami.

Interesuje mnie kontekst, który sam pan poruszył, o niechęci do zagłębiania się w naukową sferę medyczną. W tym znaczeniu pytam o zaskoczenia, których był pan świadkiem i o to, czego musiał się pan nauczyć przez praktykę albo od kolegi, albo poprzez zastosowanie nowych metod medycznych.

- To są różne drogi, aczkolwiek zawsze będę uważał, że medycyna to nie jest rzecz, której można się nauczyć tylko z książki. Oczywiście, trzeba się opierać na literaturze i tam szukać nowości, udoskonaleń. To jest jedno źródło. W porównaniu z tym, jak pracowałem w l. 70. i 80. to medycyna była siermiężna, intensywna terapia w Polsce była siermiężna. Jak sobie przypomnę te aparaty do znieczulenia... Teraz jesteśmy w stanie wymonitorować w człowieku prawie wszystko na oddziale, łącznie z jego EEG. No ale okazuje się, że jest jeszcze następny aspekt sprawy, że to nie zawsze przekłada się na wyniki. Technika nie leczy, tylko ma być ułatwieniem dla człowieka, bo on stoi za tym i wyciąga wnioski. Maszyny nie są jeszcze na tyle bystre, żeby wyciągać wnioski. I tu jest niezmiernie ważna rzecz - doświadczenie. Aczkolwiek cały czas powtarzam, że mi się wydawało, że już wszystko w życiu widziałem, a co jakiś czas jest coś, co mnie zaskakuje. I dobrze jest sobie zdawać z tego sprawę. Bo pewność siebie gubi. Gubi przeświadczenie o nieomylności. Są też i klęski. Pamiętam taką młodą dziewczynę, o której byłbym przysiągł, że nie może mieć zatoru tętnicy płucnej, a niestety, miała ten zator. Może ona by nie zginęła, gdybyśmy przyjęli, że jednak mogła go mieć. Więc pewność siebie gubi, nie tylko nas, ale i pacjentów. Jak byłem stażystą w Szczecinie na chirurgii, pracował tam chirurg, z którym miałem niezły kontakt i często stawałem z nim do operacji, oczywiście jako stażysta na haki, ale szkoła chyba była na tyle dobra, że pod koniec stażu dał mi zoperować wyrostek w swoim towarzystwie. Tak,że zaliczyłem też appendektomię. Jak dochodziło do jakiegoś kryzysu w czasie operacji, on miał takie powiedzenie: "Jacek, tylko spokojnie, nie nerwowo, my niczym nie ryzykujemy, to chory ryzykuje wszystkim." Oczywiście, ja to często powtarzam, ale to nie dlatego, że uważam, że chory ryzykuje wszystkim bo rzeczywiście ryzykuje. Teraz znacznie więcej niż kiedyś, bo te odszkodowania idą w miliony. Ale to w trudnym momencie pozwala stanąć w pewnej odległości od problemu i to bardzo pomaga, bo jak człowiek się nie zdystansuje, to w tym zapędzie może źle zadziałać.

Ale nie każdy potrafi taki dystans złapać.
- No tak, trzeba na to lat pracy.

Co panu w pracy jeszcze pomagało w zderzaniu brakami i niedostatkami?

- Ja jestem chyba optymistą albo mam na ogół pogodny nastrój. Oczywiście, jak sobie przypomnę lata, kiedy organizowałem ten oddział, to chyba potrafiłem być też bardzo niedobrym szefem, bo mi się wydawało, że nie jestem takim cholerykiem, a potrafiłem kląć jak szewc, wymyślać, krzyczeć, robić awantury. Dzisiaj już taki nie jestem, ale to też powiedzmy, z latami charaktery się zmieniają, a poza tym krzyk nie jest dobrą metodą. Czasami był potrzebny. Mnie jedno bardzo się nie podobało. Jeżeli wchodzę na oddział, a stanowiska są zmonitorowane i niby wszystko na tych monitorach widać, a ja pierwszy podnoszę alarm, że coś się nie tak dzieje się z pacjentem, podczas gdy powinno być odwrotnie, to ja powinienem być zaalarmowany. Takich sytuacji bardzo nie lubiłem. Najgorsze były te poranne kawki przed przystąpieniem do pracy. Wtedy mogło się wszystko zdarzyć, ale ta kawa z oddziałową była dla zespołu pielęgniarek nieśmiertelna. Często musiałem wrzeszczeć, że natychmiast trzeba reagować, a teraz raczej używam słowa: "Niech pani będzie łaskawa. Niech pani popatrzy. Gdyby pani była uprzejma". I to też jest skuteczne.

Wskazuje pan na ogromną różnicę podejścia pracowników do zawodu. Musi być ktoś, kto wyprzedza resztę o krok, dwa, trzy...

- Musi, musi, tak...

Bo cała reszta wykonuje pracę, nie czując powołania?

- To jest tak. Wiele z tych osób, z którymi zaczynałem, zostało po prostu zmuszonych do pracy na intensywnej terapii. Naczelna pielęgniarka mówiła: "Albo tam, albo nigdzie". I z wielu wyrosły naprawdę wspaniałe pielęgniarki. Mam do nich olbrzymi szacunek. Chciałbym dodać, że to nie jest jakaś osobny świat - bo my lekarze bez ich pracy takiej finansowo niedocenionej nie mażemy istnieć Mimo to nie można powiedzieć, że wszyscy czuli się powołani, aczkolwiek zawsze uważałem, że rola oddziałowej jest bardzo ważna, bo ona nie może być tylko administratorem, ale musi umieć to wszystko, czego nie potrafią zrobić jej pielęgniarki. Teraz jak pracuję w Drezdenku, mamy taką oddziałową, ale nie zawsze tak było. Nie wszystkie czuły powołanie. Wiele z nich odeszło do mniej istotnych prac. Wiele z nich się po prostu wypaliło, pozakładały też rodziny, rodziły dzieci i tak też się powykruszały. Może to zdradzanie pewnych tajemnic, ale w Szczecinie i w Gorzowie też obowiązywała taka praktyka, że jak jakaś pielęgniarka nie sprawdzała się na innym oddziale, to była zsyłana za karę na OJOM. Tak na OJOM. Pamiętam taka położna była, którą nam za karę zesłano w Szczecinie i jak jej zwrócono uwagę, że się w nocy nie angażuje do pracy na ginekologii, to ona powiedziała, że chce sobie pospać, a reszta ją "wali". I ten zwrot tak mi został w pamięci. Tak było. Innym razem w ramach tego karania trafiła do nas na oddział alkoholiczka, która wypijała spirytus skażony. I tak też bywało. Ale jeśli mogę coś dodać w o pielęgniarkach to fakt, że pasjonowało mnie zawsze nauczanie. I mogę z dumą powiedzieć, że uczestniczyłem w nauczaniu pokoleń pielęgniarek- specjalistek. I one to wdzięcznie pamiętają. Jest takie towarzystwo pielęgniarek intensywnej terapii i anestezjologii. No i kilka lat temu zostałem wybrany na honorowego członka tego towarzystwa i jestem z tego bardzo dumny.

OD KLASYKI, PRZEZ JAZZ I POP, PO OPERĘ

Z wielu życiowych prywatnych sytuacji musiał pan rezygnować z uwagi na wykonywaną pracę i brak ludzi?
- Tak, musiałem rezygnować. W Szczecinie byłem systematycznym klientem filharmonii, tu nie mogłem być. Nawet teraz jestem rzadko, zbyt rzadko, bo np. w listopadzie chyba był taki koncert wiolonczelowy, ale nie mogłem go wysłuchać, bo miałem dyżur. Ja jeszcze na koniec życia zostałem prezesem samorządu lekarskiego. Teraz kadencja już się kończy, więc może będzie trochę więcej luzu. Ale też dzięki niej, jeśli już wyjeżdżałem do Warszawy i było wieczorem parę godzin wolnego, to gdzieś mi się udało wyskoczyć do teatru, opery, na jakiś koncert.

Skąd to upodobanie do muzyki?

- Z domu.

Klasyczna z domu?
- Klasyczna i jazz, w latach nastoletnich wyparte przez pop. Jak w 1964 zaczęli się Beatlesi, to wszystko zeszło na dalszy plan. Zresztą, dla mnie oni się nie zestarzeli. Pamiętam, jak się uciekało ze szkoły, bo ktoś ogłosił: "Mam nowego longa Beatlesów" - i się szło na wagary i słuchało się. Teraz to już jest zupełnie inaczej. Mam wszystkich Beatlesów nie na winylach ale na CD. Mam, co nagrali. I dla mnie to się nie zestarzało. Nawet powiem, że wolę tych pierwszych Beatlesów niż schyłkowych z ich ostatniej płyty "Get Back", bo tam - moim zdaniem - zaczynają trochę wydziwiać, a śpiewali proste piękne melodie. To zostaje. Gdzieś tam moje upodobanie zatrzymało się na "Sierżancie Pieprzu". A najbardziej te pierwsze: "Please, Please Me", "With The Beatles", "Hart Days Night " bo tak to szło. Potem "Beatles for Sale ", "Help", "Rubber Soul", potem był "Revolver" i "Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band". Słucham jeszcze czasami.

Czyli młodzieńcze lata to pop.
- Jeżeli jednak wracamy do pytania, dlaczego muzyka klasyczna, to jak byłem dzieckiem i chłopcem, w czasach stalinowskich do 1956 r. podstawa programowa polskiego radia to była muzyka ludowa, zwłaszcza pieśń gruzińska "Suliko". Ale moi rodzice oboje grali. Ja się nie nauczyłem, bo nie mam słuchu muzycznego. Zresztą pianino mamy przepadło w czasie wywózki. Nie odzyskała go i już potem nie grała. Ojciec miał jakieś skrzypce, ale był propagatorem muzyki klasycznej i ja dlatego głównie jej słuchałem. Takie nazwiska jak Beethoven, Mozart. Ojciec był wielbicielem Beethovena. Wtedy nie było jeszcze takiego kultu Bacha. Chopin aż mi sie przejadł na wiele, wiele lat. Dopiero na stare lata pokochałem go i zrozumiałem. Ale mój ojciec po wojnie był stypendystą w Paryżu na Sorbonie, chyba przez dwa lata i tam chodził na koncerty i widział największe sławy ówczesnej muzyki poważnej. Takie nazwiska jak Stokowski, Rubinstein to on na własne oczy i uszy widział i słyszał. Opowiadał nam z zapałem, jak legendarny francuski skrzypek Jacques Thibaud wspaniale frazował. I tak się z tym osłuchałem. Generalnie z jakiegoś legendarnego kręgu pamiętam moment, miałem jakieś może dziesięć lat, w radiu szła Mozarta "Eine kleine Nachtmusik". I to mi się tak spodobało, że wiedziałem, że to już będzie to. Potem jeszcze po paru latach starszy brat przywlókł jazz do domu i tego jazzu też się trochę słuchałem, ale generalnie jednej rzeczy w młodości nie lubiłem. Być może bym polubił, ale w Szczecinie nie było - opery. Nie chodziłem i nie lubiłem jej. Uważałem, że to w porównaniu z muzyką symfoniczną jest szmira i tandeta. I teraz na stare lata nagle pokochałem operę i jak tylko mogę, to chodzę. W maju wyjeżdżam do Lipska na cztery dni, bo tam będą wystawiać Tetralogię Wagnera, którą chciałbym raz zobaczyć na żywo, posłuchać, bo mam kilka kompletów na płytach.

Znajdzie się też czas na Muzykę w Raju?
- Też, też. Właściwie nie opuściłem żadnego roku, ale teraz nie zdarza się, że jestem od początku do końca, jak w pierwszych latach, póki pracowałem na Dekerta i byłem szefem. Mogłem sobie planować urlop, a teraz już muszę się dostosowywać.

Cdn.

Tekst i foto Hanna Kaup


25 grudnia 2018 09:23, admin ego
« powrót
Dodaj komentarz:

Twoje imię:
 
Komentarze:


Tak, tak! Spotykalismy się w Paradyżu na "Muzyce w Raju". Pan dr to znawca muzyki dawnej!
Anonim_1355, 07.01.2019, 21:35, 81.190.168.154 ##

Serwis www.egorzowska.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłączną własnością ich autorów.

200 tys. zł na promocję lubuskiego poprzez sport
3… 2... 1… Start. Rusza konkurs dla organizacji pozarządowych na promocję województwa lubuskiego poprzez sport w kraju i za granicą. ... <czytaj dalej>
Zmiany w Karcie Dużej Rodziny
MRPiPS przesyła informacje ws. Karty Dużej Rodziny. Spore zmiany w Karcie Dużej Rodziny. Od 1 stycznia 2019 r. upoważniająca do wielu ... <czytaj dalej>
Ratujmy Sobieskiego!
- czyli do Jacka Wójcickiego wołanie o pomoc
Pojawił się kolejny apel do prezydenta Jacka Wójcickiego. Tym razem w imieniu młodzieży Technikum nr 8 w Gorzowie ‎przesłała go ... <czytaj dalej>
Przebudowa Kazimierza Wielkiego
W najbliższy poniedziałek (7 stycznia 2019) rozpocznie się przebudowa ul. Kazimierza Wielkiego. Wykonawca w pierwszym etapie będzie prowadził roboty na ... <czytaj dalej>
Przeglądaj cały katalog lub dodaj swoją firmę
PHU MIRAX Bogusław Miszewicz

ul. Podmiejska 1, Gorzów Wlkp.
tel. 95 729 82 79
branża: Żaluzje, markizy, rolety - produkcja <czytaj dalej>
"Molinezja" Sklep Zoologiczny

ul. Zamenhofa 2 c, Gorzów Wlkp.
tel. 95 732 57 73
branża: Zoologiczne artykuły <czytaj dalej>
"Globex" Sp.j.

ul. Nadbrzeżna 8, Gorzów Wlkp.
tel. 95 727 72 37
branża: Metalowe artykuły - hurt <czytaj dalej>

Wspomnienie o Strebejce
W najbliższy wtorek 22 stycznia w Klubie Na Zapiecku Jan ... <czytaj dalej>
Polityczne bunga, bunga,
czyli o skandalach Berlusconiego
"Oni" to film o politycznym bunga, bunga, oparty na głośnych ... <czytaj dalej>
Można wpisywać kondolencje
Księga kondolencyjna pamięci prezydenta Pawła Adamowicza. W związku z tragiczną śmiercią ... <czytaj dalej>
Segregujmy odpady!
Od ponad roku w Gorzowie działa nowy system gospodarki odpadami ... <czytaj dalej>
Kalendarium eventów
« styczeń 2019 »
P W Ś C P S N
 
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
   
dodaj: imprezy@egorzowska.pl
Mała wielka sprawa
eGorzowska - adminfoto_hanna.jpg
Hanna Kaup:
Minuta ciszy, znicze i... NIC
W takiej sytuacji dopada mnie czerń. Kiedy ktoś odchodzi nagle, w wyniku ataku szaleńca, dopada mnie czerń. Wylewa się na myśli i paraliżuje działania. Co robić? Co dalej? Jak potoczy ... <czytaj dalej>

Wsiąść do pociągu nie byle jakiego
Chcesz jeździć pociągiem, który ma nazwę? Wymyśl ją. Urząd Marszałkowski <czytaj dalej>
O Laur Niepodległej
Miejskie Centrum Kultury w Gorzowie zaprasza do udziału w międzywojewódzkim <czytaj dalej>

aktualnie nie ma żadnej czynnej sondy
Robisz zdjęcia? Przyślij je do nas foto@egorzowska.pl
eGorzowska - facet2b.jpg
Hanna Kaup:
Wieczór z Karin Wolf
Jesienny Salon Literatury i Jazzu na Pograniczu. Kolczyk Karin Wolf ... <czytaj dalej>
Marek Z. Piechocki:
"Epatować emanacją" x3
„Słownik wyrazów obcych i trudnych” Andrzeja Markowskiego i Radosława Pawelca ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
SMS elementem komunikacji i budowania relacji

Mieszkaniec przeciętnego polskiego miasta wychodząc z domu, słyszy dźwięk przychodzącego ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Edukacja w kampanii wyborczej

Kolejne boisko szkolne nic nie zmieni dla przyszłości naszych dzieci. ... <czytaj dalej>
Blogujesz? Rób to lokalnie!
Wystarczy jedno kliknięcie w egoBlog
Masz problem?
Napisz do eksperta egoEkspert
Żadna sprawa nie zostanie bez odzewu. Daj znać na eGo Forum
Anonim_8472:
19.10.2010 roku zginął niewinny człowiek..... Dobry człowiek, patriota, wierny Polsce, całym sercem oddany swojemu miastu i jego mieszkańcom. <czytaj dalej>
Anonim_6685:
Zapytaj chociażby Panią redaktor i wydawcę Panią Hannę K. :) <czytaj dalej>
Anonim_3962:
Poprosimy o te błedy <czytaj dalej>
Anonim_9829:
Wszyscy piszą o szturmie na muzeum, że zabrakło książek itd. Nikt nie ma odwagi napisać recenzji samej książki, która jest edytorsko amatorsk <czytaj dalej>
EWA:
Niedowierzanie,ból,żal ogromny bo do MOJEGO DOMU wdarło się zło tak okrutne,że trudne do nazwania...łączę się bólu z Rodziną Pana Pawła,z <czytaj dalej>
 
eGorzowska.pl - e-gazeta Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej