środa 13 listopada 2019     Arkadia, Mikołaj, Stanisław
eGorzowska - internetowy dziennik Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej

szukaj    szukaj szukaj
« powrót
Życie ciekawsze niż książka (2)
eGorzowska - 9015_0hDfUQVQ7v7WG9cLsGlp.jpg

Rozmowa z założycielem i pierwszym kierownikiem oddziału anestezjologii i intensywnej terapii w gorzowskim szpitalu Jackiem Zajączkiem.

Pierwszą część materiału przeczytasz tu: http://www.egorzowska.pl/pokaz,czlowiek,9014,

Z Krakowa całą rodziną pojechaliście do zrujnowanego Szczecina i...
- W Szczecinie spędzałem lata dziecięce, potem młodzieńcze, skończyłem tam studia - Pomorską Akademię Medyczną i zostałem lekarzem.

Wiedział pan, że nim będzie?
- Nie wiedziałem. Gdybym w Krakowie mieszkał, zapewne nie byłbym lekarzem, tylko wybrałbym jakieś studia uniwersyteckie. Myślę, że historia byłaby moim kierunkiem.

Dlaczego więc medycyna?

- Bo nie było innych możliwości. Nie było w Szczecinie uniwersytetu. Było nas trzech braci, jeden starszy Stanisław i ja miałem brata bliźniaka. Stanisław ma teraz 73 lata i też jest emerytowanym profesorem na Pomorskim Uniwersytecie Medycznym, a brat skończył prawo w Poznaniu i tam osiadł. Niestety, bardzo młodo, gdy miał 37 lat, umarł na nowotwór. To było w 1986 r. Jak umierał, ja akurat przeniosłem się do Gorzowa. Byłem już wtedy specjalistą anestezjologiem. Pamiętam, że jeszcze jako student obserwowałem, przy zabiegach lekarza anestezjologa, który wstrzykiwał jakieś tajemnicze leki, coś tam robił, a chory się budził, jakby znowu do życia. To mi się wydawało bardzo magiczne i postanowiłem, że będę tym anestezjologiem.

Anestezjologiem magikiem?
- No, tak trochę na to patrzyłem. I uzyskałem specjalizację w 1979 albo 1980 r. Jako specjalista anestezjolog sześć lat później w 1986 przeniosłem się do Gorzowa, bo tu powstał nowy szpital i ogłoszono konkurs. Myślę, że była w tym też rola mojego kolegi z roku, Piotra Gajewskiego, bo razem studiowaliśmy. W każdym razie pojawiła się u mnie osoba z Gorzowa z propozycją, żebym złożył papiery i przystąpił do konkursu na tego ordynatora. Wiązało się z tym uzyskanie mieszkania, którego nie miałem przy dwójce dzieci. Po drugie, to właściwie czułem się na siłach prowadzić Oddział Anestezjologii i Intensywnej Opieki Medycznej. Potem zmieniła się nomenklatura i został Oddział Anestezjologii i Intensywnej Terapii. Pamiętam złożyłem papiery, konkurs wygrałem. Dokładnie 3 maja 1986 przybyłem do Gorzowa jako ordynator oddziału jeszcze wtedy Szpitala Wojewódzkiego w Budowie. Szpital jeszcze nie był czynny. Nasz oddział ruszył gdzieś w trzecim tygodniu listopada. Sam szpital nie był przygotowany do otwarcia. Wielu rzeczy brakowało, wielu lekarzy brakowało, ale była wtedy taka decyzja polityczna, że trzeba go otworzyć i 19 albo 21 listopada miałem pierwszy dyżur.

Pamięta go pan?
- Zawsze będę pamiętał, bo był niecodzienny w jednym aspekcie. Muszę powiedzieć, że jak zaczynaliśmy pracę, to było nas pięciu lekarzy na oddziale: ja jako jedyny specjalista, dwóch kolegów w trakcie specjalizacji i trzy osoby, które się podjęły rozpocząć specjalizację. Tak to się zaczynało, więc ten okres pierwszych kilku lat był bardzo ciężki.

Typowo pionierski...
- Tak, ale jeszcze wrócę do tego pierwszego dyżuru. Była potworna ulewa z wiatrem i zaczęło zalewać nam oddział. Z pielęgniarkami spędziłem noc na zbieraniu wody i wycieraniu. Żeby sobie wyobrazić, jak to wyglądało, to powiem, że są takie kwiaciarnie, które mają zmywalną szybę. Więc tak woda leciała nam po ścianie. Na połączeniu dachu i przybudówki gdzieś była szczelina i tam się lało.

Taki trochę oblany test po otwarciu szpitala...
- Tak, tak. I rano poszedłem do dyrektora mu to zgłosić, a dyr. Szperka do mnie: "To po co pan zbierał tą wodę? To co ja teraz pokażę budowlanym?" To ja mówię: "Mogę wodę wylać z powrotem". Ale obyło się. To był jedyny taki incydent. Dołożyli jakąś blachę i było szczelne. Ale ten pierwszy okres był ciężki i kilka lat naprawdę tych dyżurów po 15 w miesiącu.

Oprócz dyżurów pracował pan też w ciągu dnia, więc bywał pan w domu?
- Rzadko. Wtedy nie było klauzuli opt-out i po dyżurze zostawało się w pracy. Zresztą, sal operacyjnych na początku było czynnych pięć, teraz jest ich znacznie więcej. I jedno nas powiedzmy ratowało, że nie od początku był oddział położnictwa, który miał najgorsze urgensy (wezwania - dop. mój Hanna Kaup). Zawsze mówiłem, że te ich cięcia cesarskie przeszkadzają nam spokojnie pracować. Zawsze, kiedy człowiek nie mógł albo był ubrany na jałowo, albo coś, to rozlegał się telefon, że mamy pilne cięcie. Te pilności to tam były różne, bo wielokrotnie zdarzało się tak, że jest hasło "pilne cięcie", a byłem na sali operacyjnej przed pacjentką. Na szczęście, przez pierwsze pół roku położnictwo zostało na Warszawskiej i trochę nas to odciążyło. Ale i tak były problemy i sal operacyjnych mieliśmy za mało, nas było za mało, żeby to obsadzić.

Dużo mieliście łóżek?
- 12 od początku. I powiem szczerze, że jeśli chodzi o pielęgniarstwo, to żadna z pielęgniarek nie miała pojęcia o pracy w anestezjologii i intensywnej terapii, nawet oddziałowa, bardzo miła kobieta, którą serdecznie do dzisiaj wspominam. Wszystkiego trzeba było je nauczyć. Już nie mówię o brakach sprzętowych, o monitorach, strzykawkach automatycznych, drobnym sprzęcie. Oddział był wyposażony bardzo prymitywnie, nie było respiratorów. W pojęciu klasyfikacji medycznej, na intensywnej terapii łóżko musi być wyposażone w respirator, a myśmy mieli chyba cztery albo pięć na 12 łóżek. A chorzy - poza tym pierwszym dyżurem - zaczęli się pojawiać.

Jak sobie radziliście?
- Trochę respiratorów ściągnąłem ze szpitala, w którym pracowałem. Zostały też przywiezione z Drezdenka, bo tam jacyś Niemcy dary zostawili i pani ordynator cztery albo pięć przerzuciła do nas. One były bardzo różnej klasy. Niektóre bardzo zużyte. Ale w przypadku braku innych możliwości, to w tej fikcji pełniły jakąś rolę. Poza tym, wiele szpitali dookoła się dowiedziało, że jest taki oddział, który będzie przyjmował ciężkie stany i to było nie do odparcia. Wtedy była jeszcze stara struktura, więc sięgaliśmy od Międzychodu, po Barlinek, Myślibórz i dalej. Pod koniec mojej pracy w Szczecinie odbyła się wizytacja oddziałów intensywnej terapii ze strony nadzoru nad matką i dzieckiem. Pamiętam dwóch profesorów, to byli anestezjolodzy dziecięcy i mój szef opowiadał, co robimy, ilu mamy pacjentów i jakie wyposażenie. To wszystko bardzo się podobało, ale w pewnym momencie padło pytanie: "A gdzie są te noworodki?" I ja zdębiałem, bo szef mówi: "No nie ma, nie przywożą nam". A na to profesor Zdzisław Rondio: "Ale statystycznie, jak macie tyle pacjentów rocznie, to powinniście mieć 60 noworodków". I ja to zapamiętałem, bo sobie postanowiłem po tej rozmowie, że trzeba zorganizować opiekę nad noworodkami w stanie krytycznym. I z 12 łóżek poświęciliśmy cztery stanowiska na noworodki. Tu było o tyle lepiej, że inkubatory były do nabycia, gorzej z respiratorami. Jeden dziecięcy z demobilu dostałem w Szczecinie, bardzo niekompletny. On właściwie dzisiaj nie spełniłby żadnych kryteriów, ale był. Dwa respiratory polskie albo trzy żeśmy kupili na targach Salmed (Międzynarodowe Targi Sprzętu i Wyposażenia Medycznego - dop. mój Hanna Kaup), a jeden dziecięcy - dzisiaj chyba mogę to powiedzieć - został złożony przez pracowników technicznych z części zamiennych za spirytus. Tak że tak zrobiliśmy, że każdy noworodek mógł mieć respirator, aczkolwiek to przerosło nasze oczekiwanie.

Można powiedzieć, że byliście pionierami oddziału neonatologii...
- Wtedy nie było neonatologii.

Tak, ale postawiliście pierwsze kroki.
- Tak. Tak, tak. To moim zdaniem cywilizacyjnie było dużym krokiem naprzód. Oni nam potem to odebrali, aczkolwiek bardzo lubiłem pracę z noworodkami. Wie pani, ja się wychowałem w oddziale, który zajmował się dorosłymi. Wszystkiego się musieliśmy nauczyć, ale potem osiągaliśmy bardzo przyzwoite wyniki. A takim przełomem było, kiedy wprowadzono do leczenia preparat, który - można powiedzieć - przyspiesza dojrzewanie płuc u wcześniaków, czyli Surfaktant. To był przełom, bo zapuszczało się ten Surfaktant strzykawką do tchawicy noworodka i za powiedzmy 24 godziny on był zdolny oddychać samodzielnie. To się wydarzyło na naszych oczach. W Szczecinie związany byłem też z kliniką pioniera transplantologii prof. Zielińskiego i brałem udział w pierwszych transplantacjach nerki. Nawet mam statuetkę pamiątkową dla członka pierwszego zespołu. Pierwsza transplantacja trwała całą noc.

Dlaczego przeszczepialiście nocą?
- To było uwarunkowane dostępem do narządów. One nie mogły w tych czasach być przechowywane. W tej chwili są już takie techniki, że można poczekać nawet do białego rana z przeszczepem nerki. Prof. Zieliński wykonał też w Polsce pierwszą próbę przeszczepienia wątroby, więc to zasłużona postać. Ja go uważam zresztą za jednego z moich nauczycieli nestorów - mentorów, który nauczył mnie nie tylko anestezjologii, ale w ogóle medycyny. Także zawsze będę go wspominał. Wydaje mi się, że mnie lubił. Mieliśmy dobry kontakt ze sobą, ale ja niestety bardzo nie chciałem rozwinąć się naukowo.

A on nalegał?

- A on nalegał. Nalegał, a mnie to tak serdecznie nudziło. Ja tak lubiłem pracę z pacjentem. Teraz są też inne możliwości techniczne, ale jak pamiętam te godziny spędzone w bibliotece nad Index Medicus, olbrzymie tomy z piśmiennictwem zebranym tytułowo, w których się szukało tego, co by pasowało, i to zajmowało długie godziny. No potworna nuda jak dla mnie. A ja lubiłem pacjentów...

Cdn.

Tekst i foto Hanna Kaup
 


25 grudnia 2018 09:17, admin ego
« powrót
Dodaj komentarz:

Twoje imię:
 
Komentarze:


Miałem to szczęście poznać. Znakomity lekarz, Człowiek. Znawca Muzyki poważnej. Meloman!
Anonim_1355, 03.01.2019, 19:24, 81.190.173.156 ##

Serwis www.egorzowska.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłączną własnością ich autorów.

Przebudowa ulicy Szczecińskiej
W czwartek (14 listopada) planowane jest rozpoczęcie prac na ulicy Szczecińskiej, na odcinku o długości około 350 m - od ... <czytaj dalej>
Robert nie umiera, ale...
Publikujemy apel o pomoc w leczeniu Roberta Pawlaczyka. Kochani znajomi i nie znajomi!!! Wiem, jest bardzo dużo osób, które potrzebują pomocy... Kiedy ... <czytaj dalej>
ZCG MG-6 planuje
Punkty Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych

Dwa Punkty Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych, osiem gniazd pojemników półpodziemnych i gniazdo pojemników podziemnych w Gorzowie oraz po jednym PSZOK-u ... <czytaj dalej>
Kto przebuduje schody?
Przebudowa schodów łączących ul. Wróblewskiego z ul. Na Skarpie wraz z zagospodarowaniem terenu – to kolejne zadanie, które będzie realizowane ... <czytaj dalej>
Przeglądaj cały katalog lub dodaj swoją firmę
"Ultra Power Polska" S.C.

ul. Teatralna 5 /1, Gorzów Wlkp.
tel. 95 720 48 62
branża: Meble <czytaj dalej>
"Grot" Spółdzielnia Mieszkaniowa

ul. "Grota" Roweckiego 21 a, Gorzów Wlkp.
tel. 95 725 85 10
branża: Spółdzielnie mieszkaniowe, administracje <czytaj dalej>
Centralny Dom Maklerski Pekao S.A. Punkt Obsługi Klienta

Wełniany Rynek 18, Gorzów Wlkp.
tel. 95 720 48 50
branża: Maklerzy giełdowi <czytaj dalej>

Przebudowa ulicy Szczecińskiej
W czwartek (14 listopada) planowane jest rozpoczęcie prac na ulicy ... <czytaj dalej>
Tango Piazzola - marzenie - to będzie teatralny hit
Po sobotniej premierze spektaklu „Tango Piazzola – marzenie” emocje wypełniły ... <czytaj dalej>
Spotkania biznesowe w nowej formule
Trzy godziny trwało spotkanie przedsiębiorców przygotowane przez Wydział Obsługi Inwestora ... <czytaj dalej>
Siedem premier
Kino Helios proponuje w nowym filmowym tygodniu aż siedem premier. ... <czytaj dalej>
Kalendarium eventów
« listopad 2019 »
P W Ś C P S N
    
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
 
dodaj: imprezy@egorzowska.pl
Mała wielka sprawa
eGorzowska - adminfoto_hanna.jpg
Hanna Kaup:
Gorzów ma ludzi, których warto naśladować
Skończyły się wakacje, skończyło lato i tylko jeszcze wyjazdy do lasu dają namiastkę radości, bo w tym roku lasy pełne grzybów. Jeśli przyjrzeć się forom internetowym, to aż dziw bierze, ... <czytaj dalej>
Przedszkolaki nauczą mycia rąk
Przedszkolaki mogą wziąć udział w konkursie plastycznym z okazji Światowego <czytaj dalej>
Podróże moich marzeń - konkurs
„Sztuka Osób Niepełnosprawnych” to jeden z największych w Polsce przeglądów <czytaj dalej>

aktualnie nie ma żadnej czynnej sondy
Robisz zdjęcia? Przyślij je do nas foto@egorzowska.pl
eGorzowska - dsc_0572a.jpg
Hanna Kaup:
Pomaganie ma sens
Z Fundacją Arka Bydgoszcz jestem związana od 15 lat. W ... <czytaj dalej>
Hanna Kaup:
Radosny sezon grzybowy
Choć wielu prorokowało, że z powodu suchego lata w lasach ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Opieka nad osobą po udarze mózgu to także troska o siebie
Kiedy bliską osobę dotknie choroba neurologiczna, szereg obowiązków i trudności ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Tajemnice lotów transferowych
Linie lotnicze zazwyczaj nie oferują bezpośrednich lotów do odległych zakątków ... <czytaj dalej>
Blogujesz? Rób to lokalnie!
Wystarczy jedno kliknięcie w egoBlog
Masz problem?
Napisz do eksperta egoEkspert
Żadna sprawa nie zostanie bez odzewu. Daj znać na eGo Forum
widz5328:
Nie zapomnijmy o rewelacyjnym oświetleniu, którego autorem i pomysłodawcą jest Monika Sidor, pochwalona przez samą autorkę dramatu, a o której <czytaj dalej>
ryś:
A czy prawdą jest, że Inneko RCS wywozi odpady komunalne bez odpowiedniego zezwolenia?
W Rejestrze Działalności Regulowanej
ZCG MG6 ta <czytaj dalej>
krzyś:
ciekawe jak w takim towarzystwie odnalazłby się prezes Inneko RCS?

wychowanek prezesa Artura Cz.


<czytaj dalej>
Anonim_7993:
trudnosci ze znalezieniem pracownikow wykwalifikowanych wynikaja z braku szkolen przez przedsiebiorcow i przyjmowania na staze. zamiast tego szuka sie <czytaj dalej>
Anonim_7993:
o trudnosci znalezienia pracownika za minimum krajowe po wyzszych studiach do ksiegowosci??? <czytaj dalej>
 
eGorzowska.pl - e-gazeta Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej